Rami al-Aszek – sześć wierszy

Autor ilustracji:
Krzysztof Schodowski

 

Pamięć bezpańska – komentarz Filipa Kaźmierczaka do wierszy Ramiego al-Aszeka

Ryzykowałem. Wszystko było ryzykiem – rozmowa Filipa Kaźmierczaka z Ramim al-Aszekiem

 

W naszym łóżku

Wchodzisz

jak rzeka wpływająca do spragnionej wioski

i wychodzisz

a ja patrzę za tobą oczami zakochanej, której ukochany odchodzi na wojnę

 

Byliśmy razem

zanim nie urodził się w naszym łóżku kot

w niczym do nas niepodobny

zanim Amman nie zabił się

i zanim wilk nie umknął ofierze, a myśliwy nie umarł z rozpaczy

Byliśmy razem

Owijam się twoją bielą

a ty odkrywasz się

Wyskakuję na środek pełnej samochodów ulicy

jedziesz przed siebie

biegnę za twoim samochodem

jakbym biegł przez pole minowe

jednonogi

z amputowanym sercem

 

Wiem, że się zmieniłaś

Od dwóch lat obserwuję, jak tyjesz

i tracę ochotę

Rozmiar twojego biustu zmienia się

a moje serce rośnie

I mimo, że pieprzyk ukryty obok twojej piersi nadal jest na swoim miejscu

stałaś się bardziej porywcza

Twój śmiech stał się żywszy

Żyjesz teraz na naszym łóżku

z wieloma kotami, które mnie nie poznają

ja zaś żyję ze zniedołężniałą staruszką zwącą się moją pamięcią

i śmiejesz się

jak śmieją się ludzie do bochenka świeżego chleba

a ja śmieję się do twojego śmiechu

i zasypiam głodny

 

Rzeź

Chciałbym, żeby wszystkie umarły

obojętnie, jak

i nie obchodzi mnie, jak okrutna będzie ich śmierć

Chcę, żeby umarły

Jak cudownie byłoby

gdyby umarły wszystkie w jednym dole czasu

i w jednym dole w przestrzeni

Chciałbym, żeby pomieściła je jedna mogiła zbiorowa

jak po rzezi

i żeby zapomniano o nich jak gdyby ich nigdy nie było

bez nagrobka, imienia czy wspomnienia

– twoja przeszłość, moja przeszłość i każda chwila, w której nie byliśmy razem

 

Psy pamięci

Wiedzieliśmy, że dziura z tyłu głowy

będzie próbować połknąć to, co odrzucamy za siebie

jak odkurzacz

i zwróci je w postaci psów, które kąsają nas i szczekają

jedzą mięso naszej radości

bawią się kośćmi piosenek

płodzą smutne szczenięta

rozbiegają się w tańcu między fałdami teraźniejszości

i sikają w każdym kącie głowy

zostawiając swój podpis:

Tędy przeszły psy pamięci

 

Ocaleni

Wyszliśmy z Damaszku jak wychodzą paznokcie

 

Byliśmy sami

Ty, samotniejszy od naszego smutku

Sami czekaliśmy na odgłosy pożegnania

i na głosy kobiet, które zszywają rany wygnania własnym smutkiem

Więc byliśmy sami

jedno z nas zawieszone w ocaleniu

a drugie wyczerpane długim porankiem

 

To ty powiedziałeś mi raz:

Nie zasypiaj, kiedy smutek będzie wyrażał swój smutek

nie pytaj dokąd idą ci, którzy za swoim smutkiem odchodzą

nie idź za tymi, którzy do Najwyższego Drzewa Lotosu zmierzają

I to ty powiedziałeś mi przecież:

Nie bój się o nas, jeśli kiedyś opuścimy nasz kraj

ale bój się o tych, którzy pozostaną samotni

Byliśmy sami, a może i nie

 

Tak więc przeszliśmy tędy, ukochany

obok komory gazowej

obok żołnierskich przyśpiewek

i pod granatem, który nie obudził się jeszcze po pijackiej nocy

obok naszego smutku

przed tymi, którzy odmierzają nasze oddechy kulami

i za plecami tych, którzy płakali nadmiernie

Czekaliśmy długo

jakbyśmy zapragnęli napić się wina z tęsknoty

Wycisnęliśmy nasz smutek, jak wyciska się stopami smutek winnych gron

i powiedzieliśmy: jutro Bóg dojrzeje i wyrośnie z tej dziecinady

jutro będzie mu wstyd

Najdroższy, czekaliśmy tak długo

i nie doczekaliśmy się wina z tęsknoty

 

Tak więc ocaleliśmy, jak to wypisują na naszych twarzach

Ocaleliśmy razem, więc poczekaj na mnie

Mówią, że ocaleliśmy

Sama nie wiem, czy rzeczywiście ocaleliśmy

Nie wiem, czy jest się ocalonym, kiedy dotrze się do innych

tak jak nie wiem, czy zostawiliśmy Damaszek tam

niczym umarli, pozostawiający życie

Tak jak nie wiem, czy Damaszek kiedykolwiek zostawi nas w spokoju

Zatem ocaleliśmy, jak powiedział ptak ocalony od nieba

Ocaleliśmy niczym węgorz uratowany od wody

Byliśmy sami

Byliśmy sami

Byliśmy…

 

Ocaleliśmy, a na brzegu innych ludzi odwróciliśmy się i powiedzieliśmy Damaszkowi:

No więc ocaleliśmy

Byliśmy sami i rozeszliśmy się, zgodnie z wolą tego, kto tym kieruje

Zwróciliśmy się do miasta słowami uwięzionych ptaków

Zwróciliśmy się doń słowami węgorza na suchym lądzie

Powiedzieliśmy:„Cóż, Damaszku, a więc ocaleliśmy”

On jednak nie zwrócił na nas uwagi

 

Moje pięć zmysłów

Twój głos wczorajszy kłamliwy

Twoja twarz lepka od rysów kogoś innego

Twój dziecięcy strach

Drżenie twojego ciała niczym trzęsienie ziemi

Twoja skóra jak przebita chmura

Twoje zamknięte w bransoletkę palce

Twoje usta jąkające się, gdy mówisz coś, czego nie chcesz powiedzieć

Poznaję je, jak dzieci pustyni poznają swoją matkę,

moimi pięcioma zmysłami

instynkt żon

porywczość poetów

zgroza uciekających

smutek jeńców

i wiedza grzeszników o ich własnych sekretach

Tymi pięcioma zmysłami poznaję je

i udaję, że ich nie widzę

jakby były bolesną przeszłością

 

Jestem twoim osobistym wykrywaczem kłamstw

twoją wagą, rzuconą w ciemny kąt

wróżką twojego smutku i twoich złośliwości

twoim domem, który zasłania ściany przed twoją nagością, zamyka dla ciebie drzwi

i daje ci klucz do wolności

twoim kotem, który wie, gdzie chowasz jedzenie, ale lubi cię wołać

twoją przeszłością, która jeszcze nie przyszła, więc nie możesz się od niej uwolnić

i twoją przeszłością, która zna cię lepiej od ciebie samej

Wiem, jak zmieniło się twoje ciało, aż stałem się za ciasny

wiszę więc w szafie niczym przewinienie na szubienicy

–twoje palce cofają się i drżą, gdy go dotkną –

i jak zmieniły się twoje rysy

Z naszych pamiątkowych zdjęć patrzą na nas obcy ludzie

I jak nie zmienił się wcale twój głos, kiedy kłamiesz

jakbyś zapomniała jego brzmienie, od kiedy ostatni raz powiedziałaś mi:

„Kocham cię”

 

Wyciągam cię teraz z mojego mięsa

jak kulę

po tym, jak kiedyś piłem twoją ślinę

jakbym pił truciznę żmii na odtrutkę

po tym, jak ufałem ci

po tym, jak wychodziłem dla ciebie z własnej skóry niczym wąż

zostawiając wspomnienia ziemi i robakom

po tym, jak byłaś dla mnie niczym największe pragnienie wygnańca

usuwam cię z mojej skóry niczym pieprzyk, który zmienił kolor

z mojego oka niczym skamieniałą łzę

z mojego serca niczym krew

i z mojej głowy jak odłamek, który nigdy nie widział wojny

usuwam cię, jak usunął mnie Damaszek

 

Przekreślam twoje imię

Piszę, przekreślam, piszę, przekreślam wszystko, im więcej piszę

tym więcej przekreślam

na przykład: piszę twoje imię

a ty wychodzisz spomiędzy liter w postaci gazeli

skubiesz ziele wierszy

i tańczysz na rosie piosenek

więc skubię…

Nie tak cię napisałem!!!

Więc przekreślam twoje imię

i nakreślam moje

po czym przekreślam się

żebyśmy mogli się spotkać za zasłoną tuszu

 

przełożył Filip Kaźmierczak

 

Rami al-Aszek – urodzony w Syrii Palestyńczyk, dziennikarz i poeta. Zadebiutował w 2014 roku tomikiem Sajran ala al-ahlam, po którym wydał kolejne trzy tomiki po arabsku. Niedługo wyjdzie jego najnowszy tomik – Psy pamięci (w językach niemieckim i angielskim, tłumaczenie z arabskiego). Założyciel i redaktor naczelny „al-Abwab”, arabskiego magazynu literackiego wydawanego w Berlinie, oraz Fann, arabskiego magazynu kulturalnego. Wyróżniony między innymi stypendium Heinrich Boell Haus (2014), nagrodą dla młodych pisarzy Fundacji im. Abdela Mohsina Qattana (2015) oraz stypendium Akademii Sztuk (Akademie der Künste) (2018). Strona internetowa: https://www.alasheq.net/en/ Autor będzie gościem festiwalu Stacja Literatura 24 (12–15 września w Stroniu Śląskim i Siennej).

Filip Kaźmierczak (ur. 1991 w Szczecinie) – Pomorzanin, islamista, tłumacz z arabskiego, niemieckiego i angielskiego. Fascynację literaturą, w szczególności arabską, czerpie z przekonania, że warto wsłuchać się w to, co inni mają do powiedzenia. Aktualnie mieszka w Berlinie.

Ilustrację wykonał: 

Krzysztof Schodowski (ur. 1983) – plastyk, ilustrator, autor wierszy. Laureat Połowu 2017. Mieszka w Warszawie.

Facebook
Follow by Email