Tatiana Zamirowska – jedno opowiadanie

Autor ilustracji:
Tomasz Grabowicz

Opowiadania o Hitlerze

5.

Pewnego razu podczas wojny dziewczynka o imieniu Wala siedziała przy oknie i pisała list do Hitlera. Wcześniej pisała już listy do Stalina, żeby przysłał kaszę gryczaną, by tato szybko wrócił z frontu i brat Tisza wyzdrowiał. Ale Stalin nie odpowiadał, a brat Tisza wkrótce po tym zmarł. Dlatego dziewczynka postanowiła napisać list do Hitlera. Matka pracowała do późna w fabryce, a Wala prawie niczym się nie przejmowała.

Szanowny Panie Hitler! – pisała. – Proszę, przyślij nam kaszę gryczaną. Mama pracuje całą dobę i nie mamy nic do jedzenia. Nie mamy też czym palić w piecu i dlatego wyślij nam też drwa na opał. A gdy spotkasz na froncie mojego tatę, to poproś go, by wrócił do domu. Aha, jeszcze jedna rzecz, jeśli możesz, przyślij mi na Nowy Rok ciepłe walonki, ponieważ na dworze jest bardzo zimno.

Wala uważała, że tak będzie sprawiedliwie, skoro Hitler nawarzył tego piwa, to odpowiedzialność za poniesione straty i doświadczone niewygody powinien ponieść właśnie on.

Tak czy inaczej, po upływie tygodnia ktoś pod drzwi Wali i jej mamy podrzucił worek z kaszą gryczaną. Na ulicy mama znalazła bardzo dużo drwa na opał, a ciepłe walonki Walentyna pewnego razu odkryła pod swoją poduszką – we śnie namacała je ręką i wymownie się uśmiechnęła. Wkrótce, nie wiadomo skąd, na półce w kuchni pojawił się słoik z malinowymi konfiturami, a w kieszeniach swojego porwanego paletka Wala czasem natrafiała na miękkie niemieckie iryski o zapachu wanilii. Mama dziwiła się, a Wala trzymała język za zębami: sama wiedziała, w czym rzecz.

Minęły trzy lata. Wojna się skończyła. Ojciec Wali mimo wszystko nie wrócił z frontu. Okazało się, że zginął na samym początku wojny, jeszcze latem 1941 roku.

Mama ponownie wyszła za mąż i często płakała w kuchni – tam nadal od czasu do czasu materializowały się słoiki z malinowymi konfiturami. Spędzało jej to sen z powiek.

Wiele lat później, kiedy Wala była już studentką i uczyła się w Moskwie, na adres mamy niespodziewanie przyszły wszystkie jej listy do Hitlera (było ich około dziesięciu) – koperty nie były otwarte, a na wszystkich widniał napis: „Adresat nieznany”. Mama nie od razu domyśliła się, o co chodzi – otworzyła koperty nożem, a po przeczytaniu listów tym samym nożem podcięła sobie żyły. Wkrótce potem przyśniła się Wali dwa razy.

Czy wiesz, że te wszystkie produkty i konfitury – jak się okazało – to przysyłał nam twój ojciec, a nie Hitler? To nie twoja wina, na początku nie połapałam się i zapłaciłam za to – powiedziała mama za pierwszym razem.

Drugi raz przyśniła się Wali na sylwestra. Hitler wiedział o twoich listach – powiedziała – ale nie chciał nic dla ciebie zrobić, żeby nie zmarnować ci życia. I dotrzymał słowa.

Wali nigdy więcej nic się nie śniło. Nie martwiła się – skoro sama nawarzyła tego piwa, to odpowiedzialność za poniesione straty i doświadczone niewygody powinna ponieść właśnie ona.

 

3.

Pewnego razu przewieziono Hitlera z Berlina – ukradkiem – na Białoruś, żeby zobaczył, jakie czołgi produkowane są w Borysowie, ocenił jakość pancerzy i przydatność tanków w walce z Armią Radziecką. Hitler całą drogę jechał w zamkniętym przedziale i posępnie przeglądał czasopisma.

W Borysowie wyszedł na peron i zobaczył mgłę: dookoła wisiała mgła, nie było widać zabudowań, a gdzieś w oddali rozlegał się w powietrzu rozmokły dźwięk żelaza.

Z mgły wyłoniły się dzieci-kolaboranci i wręczyły Hitlerowi bukiet jesiennych kwiatów, a także symboliczny klucz do miasta. Hitler wszedł w mgłę z kluczem w ręku. To była bardzo wzruszająca chwila, jak gdyby to nie był Hitler, a odłamek mgły albo człowiek-cień z sąsiadującego z dworcem kolejowym domu, bądź też powolny uliczny kot, włóknisty i cienki jak szkło. Hitler wszedł w mgłę i zniknął. Tak oto zakończyła się ta chryja z czołgami. Podobno jakiś czas potem znaleziono go gdzieś pod Orszą. Chodzą też słuchy, że rzekomo zamiast niego porwano sobowtóra lub od samego początku po mieście wożono porcelanową lalkę-Hitlera – raczej chyba to ostatnie. Jednak do tej pory nie wiadomo, dlaczego ta lalka z kluczem w ręku ni stąd, ni zowąd weszła w mgłę – zapewne powietrze było zatrute albo lalka ożyła, gdy tylko na chwilę zetknęła się z chłodnymi, jesiennymi kwiatami wirującymi wokół dziecięcych nadgarstków.

 

przełożył Tomasz Pierzchała

 

Tatiana Zamirowska – urodziła się w 1980 roku w Borysowie na Białorusi, gdzie kiedyś mieszkał Hitler, a Napoleon doznał ostatecznej klęski. Od 1997 roku mieszka w Mińsku, zajmuje się dziennikarstwem muzycznym. Czasami pisze dziwne bajki i krótkie opowiadania. Prowadzi audycje jazzowe w wymyślonym polskim radiu. W dzieciństwie marzyła, by zostać Davidem Bowie, ale dotąd się to nie udało. Może kiedyś. W 2006 roku niemal dostała Nagrodę im. Rykowa w kategorii „Pisarz roku”.

Tomasz Pierzchała – poeta, tłumacz. Zajmuje się współczesną polską, rosyjską, ukraińską oraz anglojęzyczną poezją i małą prozą. Nagradzany i nominowany w kilku ogólnopolskich konkursach poetyckich. Jego przekłady i wiersze można znaleźć w czasopismach i projektach literackich, takich jak: „Arterie”, „Inter-”, „Die Piard”, „Wizje”, „Helikopter”, „Kontent”, „Obszary Przepisane”, „Wakat”, „Lyrikline”, „Soloneba”, „Artykulacja”, „Лиterraтура”, „Four Centuries” (Essen), „Wozduch” (Moskwa), „Translit” (Petersburg), „Łystok” (Kijów), „Russkaja Poeticzieskaja Riecz” (Czelabińsk), „Kontekst” (Charków), „Cyrk «Olimp» + TV” (Samara). Działa między Świdnicą i Lwowem. Więcej o nim i jego tekstach pod adresami: https://tompierzchala.wordpress.com/ i Facebook.

Ilustrację wykonał:

Tomasz Grabowicz (ur. 1992) – uczeń Szkół Artystycznych ROE na kierunku grafika komputerowa, absolwent studiów filozoficznych. Wyraża się poprzez projektowanie mody miejskiej. Fan street artu oraz hip-hopu. Instagram: @zakazciszy

Facebook
Follow by Email