Szczepan Rybiński – pięć wierszy

Autor ilustracji:
Tomasz Grabowicz

Poniedziałek 8. rano

Dobrze, że jest jeszcze jakieś jutro. Z wczorajszego zachwytu nad dniem dzisiejszym zostało niewiele. Jest poranna chrypa, ale nie utrzyma się długo.

Czy tak nie może być zawsze? Wszyscy konsultanci telefoniczni wiedzą, o co mi chodzi. Mogłabym prosić do telefonu Pani prawnego opiekuna? – Po pierwsze, jestem mężczyzną. Po drugie, mam 26 lat. To tyle, co Rafał Wojaczek w chwili śmierci. Iana Curtisa przebiłem o jakieś 3 lata. Wiedział, co robi. Od noża bardziej ostateczny jest tylko sznur. Tyle szumu przez jedną sylabę. Chyba zawsze miałem słabość do zjebów, ale nigdy nie przeszedłem z nimi na ty. Wiesz, ile to zamieszania? Kto to po tobie posprząta?

 

Jakie to ma znaczenie?

Odkładanie na później niczego nie ułatwia.

Zapraszam cię do siebie

na podłodze jest wszystko, czego ci trzeba:

sztućce i resztki jedzenia – jeśli jesteś głodny.

Recepty i notatki lekarza.

Czasem leki – na wszelki wypadek.

Wychodzenie z czarnej dziury jest jak sprzątanie po wczorajszej imprezie.

Zawsze jest coś do zrobienia. Coś za coś.

Tak to już jest. Tak to już jest. Idealne zdanie

na zakończenie rozmów o śmierci.

 

Łóżko

Spokój geometrycznych boków

z chaosem w samym centrum.

 

Dźwięk gniecionej pościeli jest jak

świst powietrza między palcami

samotne zasypianie pod kołdrą

przynosi więcej wstydu niż dawniej

 

Czasami spałeś pode mną

 

Tak mówiła dziewczyna, którą kiedyś znałem

fanka kukurydzy i wariatek z Nowego Jorku.

Pogromczyni rozhisteryzowanych niemowlaków.

Czyjaś przyszła żona

i mam nadzieję matka

współautorka mojego jedynego sukcesu sprzed 9 lat.

Mistrzyni krótkiej formy:

 

Dziwne nie?

Śpisz już?

Jesteś zły?

 

Nie rozmawia o seksie

i nie czyta wierszy,

więc mogę napisać o wszystkim:

o zimnych kolanach

drobnych piersiach

srebrnej piżamce,

którą od razu polubiłem

………………..

………………..

Teraz polubisz niebieską

 

Martwa natura

Dziewczyna. Dopija swoją kawę.

Odkłada filiżankę. Zakłada nogę na nogę.

Zakłada kosmyk włosów za ucho

Odsłaniając to miejsce, w które chciałbyś się wgryźć.

 

Van Gogh oszalał, bo zbyt często patrzył pod nogi.

Jak można pokładać zaufanie w czymś, co wyrasta z ziemi?

Nie rusza się, nie gada, nie krzyczy, nie mówi, nie potyka się,

Nie pada na twarz. Nie dotyka, a tylko o dotyk prosi.

 

W myślach

Wypijam wódkę z Marcinem Świetlickim

Wygrywam z Korwinem w turnieju szachowym

Jestem synem Spider-Mana i wnukiem Batmana

Odcinam pętlę na szyi Robina Williamsa

Przybywam w samą porę

 

Sarenki Warszawskie

Chuj w dupę grubasowi, który myśli, że wskazanie drogi na Smolną będzie go kosztować dziesięć złotych. Pokaż mu faka. Tak właśnie bym zrobił, ale to trudne, kiedy w twoim gardle pracuje dziadek do orzechów. Wtedy zostaje już tylko iść przed siebie.

Kiedy jesteś już jedną nogą na Nowym Świecie, a drugą jeszcze na Krakowskim, to tak, jakbyś wchodził do domu po latach nieobecności.

Od progu czujesz znajome, ale już obce zapachy: kobiece perfumy, kebab i piwo.

Dobrze, że jest ciemno, za dnia pełno tu Cyganów. Rzucą coś czy nie – i tak wyssą z ciebie sumienie.

Ulice jaśnieją od światła, które pali się w starych kamienicach – to w nich rozpychają się kawiarnie i knajpy dla hipsterów.

Nie radzę wchodzić tam po dziewiątej rano,

 

Kiedy wszyscy idą do pracy. Dla ludzi z obsługi jesteś kimś między

Abnegatem a arystokratą. Idź prosto, ulica nie pozostawia ci wyboru.

Małe poprzeczne uliczki nadają się tylko na nazwy przystanków.

 

Prosto-prosto-prosto. Aż Stare Miasto (stare tylko z nazwy)

zamieni się w dzielnicę pustych domów dla lalek.

 

Szczepan Rybiński – ukończył polonistykę na UW z tytułem licencjata, ale wśród poetów i pisarzy, którzy mają na niego największy wpływ, jest niewielu Polaków (wyjątkiem Wojaczek). Bardziej ciągnie go do literatury Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Do tego, co pisali (i piszą) Hanif Kureishi, Bukowski, James Schuyler czy Philip Levine. Ich środki wyrazu są proste i czytelne. Jak piosenki albo fotografie. Jeśli literatura nie jest komunikatywna, jest do niczego. Pewnie zabrzmiało to zbyt śmiało, ale dopiero uczy się właściwie dobierać słowa. To jego pierwsza publikacja.

Ilustrację wykonał:

Tomasz Grabowicz (ur. 1992) – uczeń Szkół Artystycznych ROE na kierunku grafika komputerowa, absolwent studiów filozoficznych. Wyraża się poprzez projektowanie mody miejskiej. Fan street artu oraz hip-hopu. Instagram: @zakazciszy.

Facebook
Follow by Email