Ilustrował: Tomasz Grabowicz

 

Michał Ciemniewski – jedno opowiadanie

Króciutko o naturze tęsknoty

Hiacynta napisała do Hiacynta. Hiacynt zobaczył na ekranie smartfona kilka słów – początek zdania urwanego w połowie i ikonkę z buzią Hiacynty. Hiacynt poczuł podniecający niepokój. Hiacynt poczuł radość. Hiacynt dotknąłby tę wiadomość kciukiem i odczytał całą. Ale Hiacynt tego nie zrobił. Hiacynt nie odczytał tej wiadomości od razu. Hiacynt nabrał głęboko powietrza i wypuścił je, lecz bez głośnego westchnienia. Hiacynt wydychał cicho, powoli i spokojnie. Hiacynt w końcu obrócił się na pięcie i zaczął resztę dnia. Zegarek na tym samym telefonie, który wyświetlał wiadomość od Hiacynty, pokazywał godzinę dziesiątą.

Hiacynt czuł delikatny ucisk w karku za każdym razem, gdy przypominał sobie o czekającej na niego wiadomości. Hiacynt widział ją, gdy co chwila zerkał na wyświetlacz. Hiacynt celowo omijał ją wzrokiem słowa. W mgnieniu chwytał tylko czarne piksele poukładane w litery na białym pasku. To były pierwsze słowa Hiacynty od długiego czasu. Hiacynt ostatni raz rozmawiał z nią dawno temu. Lata temu. Dla niego całe eony temu. Hiacynt nie byłby teraz w stanie powiedzieć, co oboje wówczas mówili. W pamięci Hiacynta po takim czasie rozmowa brzmiała tak:

– Eeeyn ooom aafmmm.

– Homfffffff saaaaaaammmm hmmmm.

– Eeeyyyn aaaaaaaahmmmm mah

– Mmmmmmmyyymf aaaaaaaoooom

Tak działa pamięć.

Teraz Hiacynt łapał się na tym, że nieświadomie zadzierał lekko głowę, patrzył przez sufit, niebo, kosmos i w wyobraźni pisał tę wiadomość za Hiacyntę. Wypisywał coś słodkiego. Wypisywał słowa, które brzmiały, jakby nic się nie stało. Wypisywał powrót. Za tym wyobrażeniem szły obrazy Hiacynty i kolejne scenariusze rozmów z nią, których Hiacynt w głowie przeprowadził setki tysięcy, jeśli nawet nie miliony. W tych rozmowach Hiacynt zawsze mówił, a Hiacynta zawsze uważnie słuchała. Czasem pytała. Wpatrywała się w niego, a Hiacynt tłumaczył, tłumaczył i tłumaczył. Prostował zawiłości i opowiadał o emocjach. Wracał do wydarzeń i zamykał sprawy. Wyjaśniał zachowania i uzupełniał niedopowiedzenia. W tych rozmowach Hiacynta często przepraszała Hiacynta, a Hiacynt mówił, że nie ma za co przepraszać, i tym rozgrzeszeniem Hiacynty – był o tym przekonany – sam siebie uświęcał.

Hiacynt przenosił telefon z miejsca na miejsce. Kładł przed sobą. Wpatrywał się. Hiacynt chował telefon i chodził po domu. Hiacynt wsadzał ręce w kieszenie i robił duże kroki. Hiacynt rozmawiał z innymi domownikami tak, jak dziecko w dzień pierwszej komunii, tuż przed ceremonią, udające opanowanie przy wielkim napięciu. Hiacyntowi mijał na tym dzień: teraz telefon brzemienny w wiadomość Hiacynty pokazywał 12:36. Teraz telefon brzemienny w wiadomość Hiacynty pokazywał 14:23. Teraz telefon brzemienny w wiadomość Hiacynty pokazywał 16:09. Teraz telefon brzemienny w wiadomość Hiacynty pokazywał 16:57. Hiacynt widział te godziny na ekranie. Hiacynt nie mógł znaleźć określenia dla ich spokojnego upływu. Każda minuta była minutą przybliżającą Hiacynta do odczytania wiadomości i jednocześnie minutą zwłoki w odczytaniu wiadomości. Godziny nie wyznaczały czasu oczekiwania. Wyznaczały stan podekscytowania. A podekscytowanie Hiacynt czuł wielkie. Hiacynta czekała duchowa i uczuciowa czekolada związana z odczytaniem wiadomości. Hiacynt wiedział, że będzie to czymś uroczystym.

Ale Hiacynt nie próbował oszukiwać sam siebie. Był na to zbyt mądry. Hiacynt wiedział, że szybko odkryłby każdą taką próbę oszustwa. Hiacynt nie miał złudzeń. Hiacynt wiedział, że wiadomość Hiacynty nie może zawierać nic, co mógłby kiedyś w przyszłości, za dwadzieścia albo i więcej lat nazwać wielkim wydarzeniem z życia. Hiacynt wiedział, że Hiacynta nie mogła napisać nic ponad to, co mogą do siebie napisać osoby po bardzo długiej przerwie. Hiacynt wiedział, że wiadomość może co najwyżej lekko wykraczać poza banał. Hiacynt wiedział, że odpowie jedynie na coś, co – gdyby z kimkolwiek na ten temat rozmawiał – nazwałby tęsknotą fantomową po amputowanej relacji. Hiacynt w swojej wiadomości odpowie jedynie na bezwarunkowy odruch ludzkiej psychiki, która od czasu do czasu sama z siebie, na pamięć idzie znaną sobie ścieżką, łączącą dwie osoby. Hiacynt sądził, że Hiacynta z tego właśnie powodu napisała. Hiacyntowi się to nie zdarzało, bo pielęgnował wspomnienie o Hiacyncie. Hiacynt nieustannie karmił nim głowę. Hiacynta widocznie nie.

Lecz Hiacyntowi było w sumie obojętne, co napisała Hiacynta. Właściwie to nie chciał wiedzieć. Chciał za to trwać w momencie. Chciał, żeby ta chwila była wieczna. Chciał zachować świadomość, że ma jej słowa pod palcem i nieświadomość tego, co napisała. Chciał, żeby można było do końca świata odsuwać na później przeczytanie wiadomości. Chciał miliona niecierpiących zwłoki obowiązków do wykonania. Chciał ciągłego zawracania mu głowy, chciał mnóstwa spraw, wiecznego zaraz. Hiacynt chciał nie mieć czasu na odczytanie wiadomości Hiacynty, bo zdawał sobie sprawę, że na kolejną przyjdzie mu długo czekać. Może nawet nigdy nie nadejdzie. Hiacynt wolał pozostać w tym niezaspokojeniu, niż na krótko nasycić emocje. Hiacynt wolał ten głód. Hiacynt nie chciał opuszczać świata, który teraz nieoczekiwanie do niego wrócił. Hiacynt czuł się w nim u siebie, czuł się w nim bezpiecznie, czuł się w nim władcą. Hiacynt wiedział, że ściany tego świata są zbudowane z ciekłego kryształu wyświetlacza. Przebije je, kładąc palec na wiadomości i będzie tak, jak było przed godziną dziesiątą. Hiacynt musiał pozostać w oddzielającej go od tego chwili. Hiacynt zrobiłby wszystko, żeby tylko tę chwilę zakonserwować. Żeby w niej zawisnąć, Hiacynt mógłby zniszczyć telefon, wyprać go ze spodniami, zgubić, dać sobie ukraść. Hiacynt mógłby zapaść w śpiączkę i nigdy się nie budzić. Hiacynt mógłby stracić wzrok, słuch, dotyk i wszelki zmysłowy dostęp do wiadomości. Hiacynt mógłby się zdobyć na każde poświęcenie, dla zachowania tego momentu. Hiacynt mógłby nawet umrzeć, żeby już żadne inne uczucie nie nastąpiło po tym cudownym stanie.

 

Michał Ciemniewski – (ur. 1991) pisze wiersze i opowiadania. Jego teksty publikowano w Afroncie, Stonerze Polskim oraz miesięczniku Helikopter. Związany z serwisem Z CYKLU.pl, gdzie ukazują się jego felietony oraz recenzje. Mieszka w Warszawie.

Tomasz Grabowicz (ur. 1992) – uczeń Szkół Artystycznych ROE na kierunku grafika komputerowa, absolwent studiów filozoficznych. Wyraża się poprzez projektowanie mody miejskiej. Fan street artu oraz hip-hopu. Instagram: @zakazciszy.

Facebook
Follow by Email