Mateusz Tokarski – jedno opowiadanie

Ilustrowała: Dominika Bałdyga

 

Mateusz Tokarski – jedno opowiadanie

Trójkąt Bermudzki

— Przypominam ci kogoś? — pyta Beti, nie podnosząc nawet oczu znad czytanego magazynu.

— W jakim sensie? — wpatrzony w wykresy Marek domaga się precyzji.

— No wiesz, czy wyglądam jak ktoś inny?

— Nie wiem. Twoja stara? — sugeruje nieco złośliwie, po czym zerka na nią ukradkiem, jakby chciał się upewnić.

— Idiota. Chodziło mi o kogoś sławnego. Czy przypominam ci którąś aktorkę albo piosenkarkę?

— Nie wiem. Bo co?

— Bo nico. Nie mógłbyś po prostu odpowiedzieć: tak,nie…

— Nie wiem, daj mi spokój — urywa defensywnie i powraca do swoich wykresów.

Kilka minut mija w napiętym milczeniu. Marek próbuje ponownie skoncentrować się na pracy, ale jest poirytowany swoją opryskliwością. Kątem oka widzi, że Beti też nerwowo przerzuca strony magazynu. W końcu w poczuciu winy Marek ponawia pytanie, ale delikatniej, z rzeczywistą ciekawością w głosie:

— Ale czemu pytasz?

— Nic ważnego. — Ton głosu Beti sugeruje, że zaakceptowała niewypowiedziane przeprosiny. — W pracy spotkałam takiego gościa… Powiedział mi, że kogoś mu przypominam… Kogoś sławnego. Ale nie był w stanie sobie przypomnieć. Myślał, że może aktorkę, chyba z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych.

— Może chciał cię poderwać?

— Ta…

— A może rzeczywiście chodziło o twoją starszą. W końcu była aktorką… Swego rodzaju.

— Wątpliwy powód do dumy. I raczej trudno tu mówić o sławie.

— Pierwsza w kraju prawdziwa gwiazda tego… gatunku. Może gość lubi takie retro klimaty.

— Ani słowa więcej! Ten gość to stały klient. Nie chcę sobie nawet wyobrażać… a na pewno nie jak ogląda moją… OK, koniec, nie było tematu… — Betiurywa z udawanym obrzydzeniem, dając delikatnym uśmieszkiem, tańczącym na jej ustach, znać, że ich wcześniejsze spięcie poszło już w niepamięć.

Znów wrócili do swoich zajęć, ale atmosfera wyraźnie się rozluźniła. Po kilkunastu minutach przeglądania magazynu Beti odłożyła go na bok i rozłożyła się na oparciu kanapy, by popatrzeć przez okno. Nisko wiszące nad horyzontem słońce świeciło jej prosto w oczy, zmusiło do patrzenia w dół, na samochody i przechodniów wchodzących przez bramkę na ogrodzony teren bloku. Po dłuższej chwili bez najmniejszego poruszenia nagle sturlała się z sofy na dywan i postawiła w pion jednym zgrabnym wyskokiem.

— Ana właśnie wróciła — powiedziała, przechodząc przez pokój. — Pójdę się przywitać — rzuciła.Nie zamknęła nawet za sobą drzwi. — Wpadnij jak skończysz! — krzyknęła, zbiegając po schodach.

Wstał od biurka i podszedł do drzwi, ale – zamiast zamknąć je od razu – stał jeszcze chwilę w progu, słuchając odgłosów powitania dochodzących z korytarza kilka pięter niżej. Dopiero kiedy przyjaciółki weszły do mieszkania i okrzyki ucichły, sam też wycofał się, zamykając bezszelestnie drzwi.

Wziął notatnik z biurka i rzucił go na podłogę koło kanapy, sam rozłożył się na niej wygodnie. Leżał tak przez chwilę, wpatrując się bezmyślnie w sufit. Znudzony tym monotonnym widokiem przesunął się na oparcie, jak wcześniej Beti. Słońce właśnie zaszło za horyzont, pozostawiając mu znacznie szersze pole do oglądu. Lustrował dachy bloków,podszyte pomarańczem i purpurą niebo, w końcu przeniósł uwagę na parking i bramkę, ale nigdzie nie dostrzegł nic ciekawego. Powrócił do swojej pierwotnej pozycji, podniósł zeszyt, niemrawo nabazgrał kilka notatek, spojrzał kilka razy na zegarek…

Wreszcie uznał, że dał przyjaciółkom dość czasu na wymianę najważniejszych plotek.Wstał i ruszył w stronę drzwi. Po drodze przestawił krzesło, wyprostował kwiatek, podniósł kilka okruchów z podłogi. Kiedy wyrzucał je do śmieci, zdał sobie sprawę, że kosz jest już pełny i dobrze by było go opróżnić. Mógł wziąć go ze sobą, skoro i tak miał wyjść. Ale najpierw powinien zmieść te kilka odpadków, które leżały za koszem.

Kiedy wrócił do budynku, zrezygnował z windy i zaczął wspinać się po schodach do mieszkania Any. Zapukał delikatnie. Cisza. Po chwili ponowił pukanie, tym razem głośniej. Wciąż nic. Może odpowiedziały, a on nie usłyszał? Może są na balkonie? Po chwili wahania na próbę nacisnął delikatnie klamkę. Drzwi ustąpiły, więc nieśmiało wszedł do środka.

— HejaAna, witaj z powrotem! — krzyknął, by zaanonsować swoje wejście. Bez odpowiedzi. Wszedł do salonu — Ana? — Zaglądnął do kuchni — Ana, Beti…? — Westchnął ciężko.

Nie pierwszy raz bawiły się w takie podchody. Kiedyś wrócił do domu późno w nocy: drzwi otwarte, mieszkanie w stanie chaosu, dziewczyn nigdzie nie ma, telefony nie odpowiadają. Miał już dzwonić na policję, zgłosić porwanie, kiedy wyturlały się spod łóżka, śmiejąc się histerycznie. Uśmiechnął się do siebie i chcąc dać dowód, że też potrafi się bawić, przybrał najbardziej nonszalancki ton głosu, na jaki mógł się zdobyć, i zaczął monolog ciuciubabki:

— Ciekawe gdzie też mogły się podziać? Ale ja je znajdę, nawet gdybym miał przewrócić to mieszkanie do góry nogami. Gdzie więc są? W łazience? Nie. W kuchni? Może wcisnęły się do piekarnika albo lodówki? Za zasłonami? Za kanapą? W szafie? Nie, zbyt oczywiste. Może więc pod łóżkiem — pyta retorycznie, klękając przy łóżku Any.

Bezszelestnie chwyta za sięgającą podłogi narzutę i zrywa ją nagle, gotując się na wybuch śmiechu i piski…

***

Powoli wspina się do swojego mieszkania. Sięgając po klamkę, uśmiecha się do siebie i tym razem bez wstępów wchodzi do środka.

Ananiemal w progu rzuca mu się na szyję, przytulając go mocniej, niż się spodziewał.

— Gdzieś ty był? Czekamy tu już chyba z godzinę. Beti chciała już dzwonić na policję — strofuje go z udawaną powagą, dając mu do zrozumienia, że wciąż pamięta jego gafę.

— A gdzie TY byłaś, co? Ja tu czekam już od kilku tygodni. Już się bałem, że o nas zapomniałaś na tych wojażach.

— Oj tam, dobrze wiesz, że nie zapomniałam. I nawet coś wam przywiozłam na dowód.

— Tak też myślałem. Przeprowadziłem więc rekonesans w twoim mieszkaniu.Nie chciałem czekać na ten prezent do świąt.

— Sprawdziłeś tę zacinającą się szufladę w starej szafie w salonie?

— Nie mogłem jej otworzyć.

— A tam właśnie jest prezent — Ana uśmiecha się szeroko, zadziornie. — A tak na serio, to gdzie byłeś?

— Serio, przeszukiwałem twoje mieszkanie. Choć nie za prezentami. Myślałem, że znów się schowałyście, jak wtedy. W każdym razie pod łóżkiem was nie było…

Ich szczery, pozbawiony najmniejszej nuty szyderstwaśmiech na dobre poprawia mu humor i daje pretekst do zakończenia wyjaśnień. Może i lepiej nie ciągnąć opowieści.

— Znudziłyśmy się czekaniem na ciebie na dole, więc zdecydowałyśmy się złożyć ci tu wizytę — wyjaśnia Beti. — Nie chciało nam się wspinać po schodach, więc wzięłyśmy windę.

— A ja zdecydowałem się na schody. Musieliśmy się minąć. No to opowiadaj, jak tam było na Bermudach. Mam nadzieję, że nie będziesz musiała za dużo powtarzać.

— Nic Beti nie powiedziałam. Czekałam, żebyś do nas dołączył. To jak, siedzimy wygodnie? Zrób mi jeszcze drinka i możemy zaczynać.

***

Zamyślony przewraca strony jednego z magazynów Beti, energicznie tupiąc stopą, wprawiając całą podłogę w drżenie. Beti wychodzi z łazienki, susząc włosy ręcznikiem i ciągnąc za sobą chmurę pary pachnącej olejkiem pomarańczowym.

— Musisz coś zrobić z wentylacją w łazience. Strasznie tam duszno się robi.

Zalotnie zarzuca mu na głowę ręcznik i wyjmuje z jego zaskoczonych rąk magazyn, od razu rozpoznając okładkę:

— Zainteresowałeś się nagle modą?

Marek dopiero teraz zdaje sobie sprawę z tego, co miał w rękach i czerwieni się nieco:

— Nie… tylko tak… dla zabicia czasu wertowałem.

— A wiesz, że nawet zacząłeś się lepiej ubierać ostatnio — mówi, przechodząc do kuchni, gdzie zabiera się za przygotowanie sobie kanapki. Taka gadka-szmatka, która nikogo nie obchodzi. — Może nawet tego nie zauważasz, ale te magazyny, leżące wszędzie po domu, mogą mieć na ciebie jakiś wpływ. I kiedy jesteś w sklepie, tak jakby… oddziałują na ciebie, tak z podświadomości. Nawet jeśli nic nie czytasz ani nie zwracasz specjalnie na nie uwagi, to jednak wszędzie tu pełno zdjęć. Wystarczy, że kątem oka zobaczysz jakiś fajny ciuch i to już podświadomie kształtuje twój gust…

Podczas gdy tak mówi, Marek podchodzi do niej od tyłu, obejmuje w pasie i muska jej szyję ustami, kończąc pocałunek delikatnym ugryzieniem.

— Mogę chociaż skończyć kanapkę?

— Nie…

***

Czuł się jakby znów był nastolatkiem. Rodzice w pracy albo na zakupach, rodzeństwo jeszcze w szkole albo już gdzieś na mieście, a on wreszcie miał dom na kilka chwil dla siebie. Może piętnaście minut, pół godziny? Włączał jedną ze skrzętnie skrywanych kaset VHS i przez kilkanaście minut w przeważającej mierze biegał od okna do okna i podrywał się na najmniejszy szmer, w obawie, że zostanie nakryty przez któregoś z członków rodziny, przedwcześnie powracającego do domu. Ciężkie czasy, ale miały w sobie też pewien urok, czar, spod którego nie mógł się uwolnić – nawet teraz ciągnęło go do szybkiego i ryzykownego seksu. Nie żeby to szczególnie lubił ani żeby miało to pozytywny wpływ na obecny związek, ale jakoś tak zawsze wychodziło. Taka pozostałość z przeszłości. Ale pracował nad tym…

Teraz miał dużo czasu i pewność, że nikt mu nie przeszkodzi: Beti w pracy, drzwi zaryglowane, nic, co mogłoby go rozpraszać.

Z pewnym niepokojem zastanawiał się, skąd wzięło mu się to skojarzenie. Świadomie nie miał żadnych erotycznych oczekiwań związanych z płytą CD, którą wyciągał teraz z ukrycia pod stosem swoich papierów, a którą dzień wcześniej znalazł pod łóżkiem Any. Włożył do czytnika i poczuł przyjemne mrowienie w żołądku – tajemnica, która wyjdzie na światło dzienne.

Nie wiedział za bardzo, dlaczego wziął ze sobą tę płytę. Chciał pewnie w jakimś choć stopniu stać się częścią tego, co łączyło przyjaciółki. Znały się tyle lat, znacznie dłużej niż ona z Markiem, i zawsze czuł, że była między nimi dwiema więź, którą nie do końca rozumiał. Tytuł Beti i ja nabazgrany nieregularnym charakterem pisma Any obiecywał uniesienie rąbka tej tajemnicy. Na okładce płyty widniało zdjęcie dwóch uśmiechniętych, trzymających się za ręce przyjaciółek, chyba jeszcze ze szkoły średniej – na tyle młodych, by te erotyczne skojarzenia, które krążyły po głowie, były na granicy niesmaku. Ale tylko granicy i tylko niesmaku, próbował się pocieszyć.

A jednak, kiedy zawartością płyty okazała się być składanka filmików, głównie z czasów studenckich, nie może już ukryć rosnącego podniecenia. Kiedy w którejś z kolei scenie jedna z dziewczyn zaczyna bawić się zoomem, to zbliżając to oddalając figurę drugiej, jego pożądanie staje się namacalne. Rytm zbliżeń i oddaleń jest niemal hipnotyczny: bliżej, dalej, bliżej, dalej, bliżej, dalej…

Dzwonek do drzwi odezwał się w najmniej odpowiednim momencie i nie dawał za wygraną. Nerwowo szarpiąc się z własnym ubraniem i laptopem, krzyczał, desperacko prosząc o cierpliwość.

— Ile tak każesz starszej pani stać na progu młody człowieku? — pyta matka Beti, wparowując do środka krokiem o wiele zbyt energicznym jak na starszą panią w jej wieku i z pewnością siebie, która zawsze go onieśmielała. — I zrób mi kawę. Tylko mocną. Coś mnie musi trzymać na nogach przez resztę dnia.

— Napięty grafik? — pyta chłopak, nieco zdezorientowany.

— Idziemy z małą na miasto. Jakieś zakupy, czy coś tam. Chciała, żebym jej pomogła coś wybrać.

— Ale Beti nie wróci do domu jeszcze przez godzinę… — zauważa Marek z nutą nieudolnie skrywanej rozpaczy.

— Wiem, wiem, ale byłam w okolicy, więc postanowiłam już tu zaczekać. Nic się nie bój, nie będę ci zawracać głowy i nie musisz zabawiać starszej pani. Wracaj do pracy i daj mi jeszcze tylko ognia.

Marek chce protestować przeciw tak otwartemu zignorowaniu dobrze jej znanych zasad, panujących w mieszkaniu, ale zanim ma szansę coś powiedzieć, starsza pani wyjaśnia:

— Wolę już zapach dymu, niż taką… wilgoć piwniczną. Strasznie tu czuć. Coś powinniście zrobić z wentylacją.

— Otworzę okno — sugeruje Marek, nie precyzując, czy to ze względu na zapach stęchlizny, czy papierosy.

***

— No, jesteś wreszcie. Ten twój kochaś to straszny nudziarz.

Marek chce się bronić, zwracając uwagę na to, że sama zwolniła go z obowiązku gospodarza, ale tylko zagłębia się w papiery i udaje, że nie słyszy.

— Mam nadzieję, że w innych departamentach sprawuje się lepiej.

— Jest w porządku, mamo. Daj spokój.

— W porządku to mało. Wypisuj się przy pierwszych oznakach nudy.

— Zawsze mówiłaś, że związki długoterminowe mają być nudne.

— Ale po kilkudziesięciu latach, a nie paru miesiącach.

— Już mamy pięć lat za sobą! — wybucha wreszcie Marek, ale w tym samym momencie odzywa się dzwonek i jego komentarz pozostaje zignorowany.

Do mieszkania wchodzi Ana, której pojawienie się wywołuje na jego twarzy rumieniec zakłopotania. To też jednak pozostaje niezauważone, jako że starsza pani natychmiast atakuje swoją ulubienicę, w tonie nie znoszącym sprzeciwu domagając się opowieści o odbytych niedawno podróżach:

— Sama byłam kiedyś na Bermudach. Coś tam kręciliśmy nawet, za dobrych czasów, kiedy stać nas było na takie wycieczki. Piękne plaże, choć mało odludne, więc nie było łatwo. Ale na pewno sporo się tam od moich czasów zmieniło. Musisz mi opowiedzieć. I zdjęcia. Musisz mi pokazać zdjęcia. Mareczku, bądź tak dobry – skocz do jej mieszkania i przynieś zdjęcia. Gdzie są?

— Pod łóżkiem, ale…

— Żadnych ale, no idź chłopcze i przydaj się na coś wreszcie.

— Mamo, nie mamy teraz na to czasu. Marek, nigdzie nie idź. Wychodzimy. Weźmiemy zdjęcia po drodze i będziesz oglądać w taksówce —Beti strofuje matkę, po czym zwraca się do Marka. — Wrócę koło dziewiątej.

— Wrócisz, kiedy ci pozwolę, moje dziecko, a to będzie stanowczo później niż dziewiąta — oponuje starsza pani.

— Dobrze, już dobrze, tylko chodźmy wreszcie.

***

Nie ma już zapotrzebowania na kasety VHS. Internet dostarcza nieograniczonego wręcz materiału. Cały wieczór dla siebie. Strony tematyczne, łatwe wyszukiwanie, programy zaspokajające każde fantazje i zainteresowania. Nawet swego rodzaju wiadomości podawane przez skąpo ubraną panią: „Tak się składa, że mamy dziś okrągłą rocznicę pierwszej pełnometrażowej produkcji lesbijskiej. W rolach głównych…”

Faktycznie jest podobna… – myśli Marek i wbrew sobie odpływa w marzenia o piaszczystych plażach, kryształowym morzu i błękitnym horyzoncie…

***

Późno w nocy, a może już nawet nad ranem, jakiś czas po powrocie Beti, zawiązuje się między nimi rozmowa na granicy snu i jawy.

— … Zmieniłeś się też ostatnio co nieco w seksie.

— Znaczy się jak?

— Nie wiem, jakoś tak inaczej. Tak jakby… bardziej kobieco. Nie wiem…

— Nie podoba ci się?

— Przeciwnie, bardzo mi się podoba.

— Skąd wiesz, że bardziej kobieco?

— No, przecież jestem kobietą, tak?

— Tak, ale czy to jest tak, jakbyś kochała się z kobietą?

— Hmmm…

— Beti? Byłaś kiedyś z kobietą…? Beti…?

Ale ona odpłynęła już w świat błogich fantazji, a ostatnie słowa,które usłyszała na granicy snu i jawy, bez wątpienia wpłynęły na jej podświadomość, kształtując treść jej snów…

Mateusz Tokarski – rocznik 85; studiował filmoznawstwo, teatrologię, semiotykę, ochronę środowiska; doktor filozofii; od dwóch lat jest redaktorem literackim w piśmie naukowo-literackim „CreatioFantastica”; publikował w „Szortalu” i „Białym Kruku”.

Dominika Bałdyga (21 lat) – studentka Communication Design w poznańskiej School of Form. W wolnych chwilach uczęszcza na wykłady z bałkanistyki, jak również na różne sposoby poszerza swoją wiedzę o świecie podwodnym. Potrafi stworzyć coś z niczego. Robi biżuterię. Z pasją i radością realizuje wszystkie projekty na uczelni: od aplikacji mobilnych, przez plakaty i publikacje, po karty do gry. Gdy maluje akwarelami, znika dla niej cała otaczająca ją rzeczywistość. Spokojnie usiedzieć może tylko wtedy, gdy czyta książkę. Instagram: @tusi_petki