Ian Kemp – jedno opowiadanie

 

/ NORMANIE, PRZESTAŃ /

jakbym posuwał dziewczynę z opieki społecznej. oplotła mnie długimi nogami, nie było mi źle w tym gnieździe, dlatego kontynuowałem – ŁUP, ŁUP, ŁUP – pauza – ŁUP, ŁUP, ŁUP – pauza – ŁUP, ŁUP, ŁUP, ŁUP, ŁUP, ŁUP – pauza, gramolenie się – znów ŁUP, ŁUP, gramolenie się, ŁUP, ŁUP – pauza – nie było to porywające, przyznaję, i robiliśmy to powoli, w końcu była niedziela, na pewno nie było jeszcze 12., nie śpieszyłem się, ona też nie miała kondycji – ŁUBU, ŁUBU, DUB – starałem się ją zaskoczyć, ale mi się nie udało. przyjmowała pchnięcia, to prawda, ale nie tak jak trzeba – liczyłem, że się zaangażuje i choć przez chwilę dołoży coś od siebie, ale nie zrobiła tego, dlatego niewiele się zmieniło – ŁUP, ŁUP, ŁUP, ŁUP, ŁUP, ŁUP i znowu ŁUP, ŁUP – w ostatnich minutach pchałem z mniejszym entuzjazmem, nadal nic nie mówiła i całowała mnie inaczej – ŁUP, ŁUP, ŁUP – w końcu przyspieszyłem. trwało to jeszcze kilka minut. wydaje mi się, że umiem okazać zainteresowanie. ale tamtego dnia oboje czuliśmy się bardzo niezręcznie.

1

średnio raz w roku mam ochotę dowiedzieć się, co czują moje kochanki. w myślach zamieniam się z nimi miejscami. nie jest to proste, bo zaczynam zadawać sobie pytania i z minuty na minutę stają się one coraz bardziej niewygodne. na przykład zadaję sobie pytanie: NORMANIE, pocałowałbyś swojego penisa? to prowokuje inne pytanie: czy dziewczyny, których pożądasz, całują penisy, takie jak twój? jestem sprytny i w taki sposób przeszedłem od pytania, na które nie znam odpowiedzi, do pytania banalnego, na które potrafię udzielić odpowiedzi bez zastanowienia: jedna się na to zdecydowała, poznaliśmy się kilka lat temu, przyjechała do mnie, więc biorąc ją za przykład, chyba mógłbym spróbować.

ale jak to jest mieć penisa w ustach? – tego pytania nie jestem w stanie uniknąć, podobnie jak nie jestem w stanie zatrzymać sprowokowanych przez niego myśli – kobiety przytrzymują penisa u nasady i wsadzają sobie do ust. właściwie to nie wsadzają penisa do ust, tylko ustami okalają penisa. a właściwie to nie tyle go okalają, co smakują. mnie też wydaje się to dziwne, przecież to kawałek ciała. niejadalne mięso. nie można penisa żuć, ani połknąć. pewnie wiele kobiet korci, by go ugryźć, mocno wbić zęby i docisnąć. oczywiście nie robią tego, bo za takie coś można dostać w mordę, jest to na pewno ryzykowne i nieetyczne.

ale kobiety nie zawsze są aktywne – myślę, nie przejmując się jałowością własnego myślenia –  kobiety pozwalają mężczyznom wkładać penisa do ust, starają się ustami idealnie go objąć, jakby go przytulały. są też takie, które nie chcą mieć z penisem nic wspólnego i robią hangar. ich usta są szeroko rozwarte i obojętne – w końcu dochodzę do wniosku, który nie jest specjalnie zaskakujący, że nie podoba mi się całowanie penisa. właściwie to w ogóle mi się nie podoba. niestety, taka odpowiedź od razu rodzi inne pytanie: gdzie w takim razie można pocałować mężczyznę? lub jeszcze bardziej podstawowe: po co w ogóle całować pokrytego kłakami człowieka?

2

muszę przyznać, że mężczyzna w średnim wieku, taki jak NORMAN, pracujący w dużej firmie menadżer średniego szczebla, mający 3 kilogramy nadwagi, noszący na co dzień garnitur rzadko zadaje sobie podobne pytania. jeśli facet chce wiedzieć, co było nie tak, powiem mu. żaden problem, jestem szczerą dziewczyną, mnie do takich zwierzeń nie trzeba nakłaniać.

właściwie nie wiem czemu to zrobiłam. NORMAN nigdy nie był w moim typie. pracowaliśmy przez jakiś czas w jednej firmie, siedzieliśmy naprzeciw siebie, ale niewiele o nim wiedziałam. właściwie nadal nic o nim nie wiem, nawet dziś, kiedy minęło kilka lat i jest ojcem mojego syna. rzadko rozmawialiśmy. mogę tylko powiedzieć, że gdy siedzi przy komputerze, strasznie się garbi. i wierzcie mi, nie wygląda wtedy pociągająco.

tamtego dnia rozmawiał z szefem. stał niedaleko mnie odwrócony tyłem. udawałam, że zajmuję się swoimi sprawami, ale obserwowałam ich. NORMAN skrzyżował ręce z tyłu, na początku się denerwował i mocno ściskał dłonie, w końcu zaczął się nimi bawić, zrobił króliczka, co nie było aż tak zabawne, naprawdę śmieszne były niecenzuralne gesty. znał ich więcej niż ja. komentował tymi gestami każde zdanie naszego szefa, który rzeczywiście był skończonym głupkiem.

przyznaję, tymi żartami udało mu się mnie rozbawić, wydał mi się trochę innym człowiekiem. pewnie dlatego mu pogratulowałam poczucia humoru, a kilka godzin później zgodziłam się pójść z nim na drinka – pomyślałam – wyglądasz jak mój siostrzeniec, ale jesteś zabawny. jesteś naprawdę zabawny. rozluźniłam się dzięki tobie, więc OK, możemy się razem nawalić.

piliśmy, dopóki obsługa nas nie wyprosiła. potem on zaproponował, zresztą tak szczerze i tak zabawnie, że znów się zgodziłam. no i pojechaliśmy do niego – mieszkał w dobrej dzielnicy, nie mam pojęcia, jak tego dokonał – nie chciałam zapraszać go do siebie, z różnych powodów, potem – gdy siedzieliśmy w jego salonie, na bardzo wygodnej kanapie, gustownej i przyjemnej w dotyku, zapewne też drogiej, ja bym sobie takiej nie kupiła, nie dlatego, że mnie nie stać, po prostu nie lubię wydawać pieniędzy w taki sposób – więc gdy siedzieliśmy już w salonie, on dolewał mi wina, a ja je piłam, rzadko się upijam, nie lubię mieć kaca, ale tamtego dnia było mi wszystko jedno, poza tym, NORMAN jest świetnym partnerem do picia, można się przy nim zapomnieć – więc w pewnym momencie zbliżył się i chciał mnie całować, co było miłe i niezrozumiałe. zgodziłam się, a właściwie po prostu nie protestowałam.

gdy zamykałam oczy, czułam, że coś ciepłego stara się wejść do moich ust, czułam lekkie podniecenie, które całkowicie ustępowało, gdy przypominałam sobie, że całuje mnie kolega z pracy, o którym z koleżankami nawet nie plotkowałyśmy. nic gorszego z naszej strony nie mogło go spotkać. wiem o tym i tym bardziej nie rozumiem siebie. od lat próbuję zrozumieć, co wtedy czułam, co myślałam, czemu zrobiłam to, co zrobiłam, ale żadna sensowna odpowiedź nie przychodzi mi do głowy. 

zorientował się, że nie mam ochoty iść z nim do łóżka, ale po chwili znów się zbliżał. był naprawdę bardzo blisko. nie mogłam się zdecydować, nie chciałam się zdecydować. zmienianie tematu, komplementowanie jego mieszkania – a urządził je z dużym smakiem, którego mu trochę zazdrościłam – zaczynało mnie denerwować, czułam się jak idiotka, śmieszna idiotka, dziecinna idiotka. nie chciałam, by tak o mnie myślał. co było bezsensowne, bo przecież on mnie w ogóle nie interesował.

mając dość tej dziwnej sytuacji, w końcu powiedziałam, chyba już zupełnie nie rozumiejąc samej siebie – wejdź we mnie nim stracę ochotę – trochę się zmieszał, ale zaczął mnie rozbierać, gdyby zapytał – na pewno chcesz to zrobić? – albo wahał się o chwilę za długo, na pewno bym chciała wrócić do siebie. ale byłam pijana, zmęczona i trochę podniecona. nie bardzo, ale wystarczająco, by dać mu szansę. właściwie nie wiem, czemu z niej skorzystał. rzuciłam mu ochłap, a on go podniósł, uznał za smaczny i pożarł. przykro mi, ale tak się właśnie zachowałam.

gdy byliśmy już nadzy, odsunęłam go, położyłam się na brzuchu i zamknęłam oczy. był o wiele cięższy, niż się spodziewałam, brakowało mi tchu. starał się, naprawdę się starał. nie lubię, jak mężczyzna się stara. nie ma w tym nic autentycznego.

3

gdyby nasz syn zobaczył, w jaki sposób go spłodziliśmy, nie byłby zadowolony. pijana kobieta, pozwalająca się przelecieć facetowi, który jej nie podnieca, który nie jest w stanie sprawić, że drżą jej uda, nie mającemu energii ani serca do walki. coś okropnego. tę tajemnicę chciałabym zostawić dla siebie. mam nadzieję, że nigdy się nie dowie, że było aż tak źle.

4

gdyby mój syn zobaczył, jak posuwałem jego matkę w dniu zapłodnienia, dałby mi w pysk, tak myślę. i nie miałbym do niego żalu. sam chciałbym o tym zapomnieć, ale nie umiem. pocieszające jest to, że z każdym rokiem wspomnienie traci na aktualności. ostatnio nawet zacząłem sobie z tego żartować, powiedziałem do niego, a ma dopiero 6 lat – z braku podniecenia powstałeś i w brak podniecenia się obrócisz. a poza tym, to wina twojej matki, mogła dać ci życie z kimś innym.

5

ja tego tak nie widzę, NORMAN zaczął.

6

nie wiem, kiedy zapadła decyzja i skąd wzięła środki na sfinansowanie tego, ale 6 maja zeszłego roku NORMA wypowiedziała nam wojnę. ja i mój syn, dotychczas cieszyliśmy się pokojem – inni, w podobny do nas sposób, cieszą się stałą wypłatą, nic dziwnego, taki komfort cenią wszyscy ludzie na całym świecie – ale bezpieczne dni przeszły do historii. nie znamy dnia ani godziny, nie wiemy, czym jeszcze NORMA nas zaskoczy, potrafi być bardzo nieprzewidywalna. jest podstępna i bezwzględna.

w każdej chwili może zacząć operację przejmowania kolejnych miejsc w domu. 71% naszego mieszkania obecnie znajduje się w jej rękach. przejęła nad nimi pełną kontrolę lub uczyniła terytoriami zależnymi. poruszanie się po dostępnej przestrzeni staje się z dnia na dzień coraz bardziej niebezpieczne i wykańczające. czujemy się zakładnikami sytuacji, czujemy się zakładnikami własnej niemocy. czujemy się zakładnikami rokowań pokojowych.

jesteśmy w pełni świadomi, że jeśli NORMA nie odstąpi od rozpoczętej ofensywy, nie przystąpi do programu demilitaryzacji, będę musiał – w imieniu swoim i syna – odpowiedzieć równie bezwzględnymi działaniami.

stawką jest nasze zdrowie i życie.

7

podjęte przeze mnie działania nie są podyktowane wrogością, chęcią dominacji czy zrobienia mu na złość. uważam się za rzeczniczkę sprawiedliwości i dobra. działam w imieniu i na korzyść naszego syna. jednocześnie staram się redukować szkody, których doznaje on w wyniku niemądrych i wrogich działań swojego ojca.

dwa przykłady.

21 czerwca zeszłego roku, w godzinach przedpołudniowych, poprzez zaskoczenie, wykorzystując moją nieobecność, siły wroga – ojca mojego syna – dopuściły się haniebnego i obrzydliwego zniszczenia samochodu transportowego oraz samolotu. po wielu godzinach poszukiwań, które zapoczątkował alarmujący płacz mojego syna, domagającego się ulubionej zabawki, której zniknięcie stało się dla nas tamtego dnia faktem, udało mi się odnaleźć jedynie przednią oś, 2 kołpaki oraz oponę. rozłożona na części ciężarówka prawdopodobnie została zniszczona lub wyrzucona do wielu śmietników. spalony samolot udało się nam odnaleźć. przysypany plastikowymi śmieciami miał zostać zneutralizowany dnia 22 czerwca, kiedy to żółty kosz jest opróżniany przez służby miejskie.

3 lipca, również w godzinach przedpołudniowych, również wykorzystując moją nieobecność, ojciec mojego dziecka – NORMAN – dopuścił się zniszczenia wozu strażackiego, który rozpędził do niebezpiecznej prędkości i któremu pozwolił rozbić się na schodach. bezużyteczny samochód musiał zostać wyrzucony.

akty agresji, których jesteśmy ofiarami, spotkać musiały się z moją stanowczą odpowiedzią. już 6 lipca postanowiłam wynagrodzić synowi krzywdy i do każdego pomieszczenia kupiłam nowe zabawki.

do łazienki łódź i tratwę, którymi będzie mógł się bawić podczas kąpieli. do przedpokoju, który idealnie sprawdza się w roli toru wyścigowego, kupiłam zdalnie sterowane bolidy. 6 sztuk. stoją gotowe do startu. to nieprawda, że torują przejście, z łatwością można je ominąć.

w kuchni zaparkowała wywrotka. wraz z pozostałymi 9 tworzy niebanalną flotę. salon wzbogacił się o nowy wóz strażacki, o wiele większy, o wiele głośniejszy i bardziej zautomatyzowany od poprzedniego. do sypialni na parterze wybrałam niebieski radiowóz, który idealnie pasuje do zasłon. kupiłam do niego zestaw budynków – garaż, warsztat i komisariat – oraz zestaw 150 figurek, które zaludniają miasto, tworzone od podstaw na podłodze.

sypialnie na górze nabrały nowego charakteru wraz z pojawieniem się w nich aut terenowych. aktualnie jest ich 9. zabawa autami terenowymi na pewno pozwala młodemu człowiekowi poczuć przedsmak prawdziwej męskiej przygody.

jeśli NORMAN nadal będzie podejmował wobec nas działania wrogie, niosące ból i zniszczenie, będę musiała odpowiedzieć w sposób jeszcze bardziej stanowczy i bezkompromisowy.

8

w dniu dzisiejszym udało się nam odzyskać 3% terenu okupowanego dotychczas przez duży samolot, jeszcze większy samochód oraz upierdliwą łódź. usunięcie tych zabawek przywróciło konieczny do życia spokój, którym mamy nadzieję cieszyć się bezterminowo.

doszły nas słuchy, że NORMA zmniejszy wydatki wojenne aż o 25%. choć są to dla nas bardzo dobre wieści, mamy świadomość, że nie rozwiązują one problemu. NORMA prawdopodobnie zmieni strategię i będzie zaopatrywać się u tańszych producentów.

9

pomimo wytężonych działań NORMANA, zniszczenia przez niego aż 8 zabawek, nie zamierzam pozostawać bierną. podjęłam decyzję o zakupie 11 nowych. będziemy się w tym mieszkaniu bawić tak dobrze, jak się da. nikt nam w tym nie przeszkodzi.

jednocześnie informuję, że podjęłam się trudnego zadania rozwiązania konfliktu na drodze negocjacji. pomimo zainicjowania dialogu sytuacja jest daleka od stabilnej. modlę się o zdrowie NORMANA, który swoimi szkodliwymi zachowaniami wyrządza nam nieodwracalną krzywdę.

jak każda matka chcę tylko sprawić swojemu dziecku radość. wszystkie matki na całym świecie tak robią. to NORMAN jest nienormalny. powinien się leczyć. wszyscy tak uważają, nawet jego matka.

10

wariatka. inaczej nie mogę jej nazwać, na dodatek jest nieodpowiedzialna. mieszkałem kiedyś obok kobiety, kompletnie pokręconej, zbierała puszki, reklamówki, pudełka i niepotrzebne nikomu meble, dosłownie wszystko, znosiła do domu to cholerstwo, zupełnie nie przejmując się konsekwencjami. po 8 latach, by przejść z sypialni do kuchni, musiała wydrążyć tunel. obawialiśmy się, nie tylko ja, wszyscy jej sąsiedzi się bali, że w końcu podłoga się zawali. szczury swobodnie biegały po klatce schodowej. tego nie dało się znieść. gdybym nie interweniował, NORMA doprowadziłaby do podobnej katastrofy.

11

idiota! jak można w ogóle porównywać kupowanie zabawek do chorobliwego zbieractwa? nie stać mnie na zakup takiej ilości samochodów, duże są bardzo drogie, a małych musiałabym kupić chyba milion.

widziałam w swoim życiu pokoje dziecięce i było tam o wiele więcej przedmiotów niż w naszych. o wiele więcej. zdecydowanie więcej. dużo, dużo więcej. mój syn ma o wiele mniej zabawek niż jego rówieśnicy. powinien się tego wstydzić, ale NORMAN uważa, że jest lepszy od wszystkich.

12

sztuczki NORMY są mi dobrze znane. ostatnio usprawiedliwia swoją ekspansję zyskiem, jaki ma osiągać, kupując i sprzedając zabawki. mówi, że to podwójna korzyść.

jest to przykład jawnej dezinformacji i kłamstwa. ilość kupowanych zabawek wcale nie utrzymuje się na deklarowanym przez nią poziomie, ale znacząco go przekracza. z moich wyliczeń wynika, że obecnie wydaje ona o 42% więcej środków niż w analogicznym okresie w zeszłym roku.

nie jest również prawdą, że zakupione zabawki są przez nią sprzedawane z zyskiem. przeciwnie, NORMA nie tylko ich nie sprzedaje, ona nawet ich nie rozdaje. jest taka skąpa, aż ciężko to sobie wyobrazić. chce wszystko zachować dla siebie, walczy o każdą rzecz, jakby jej życie od tego zależało.

nie umie przyznać się do porażki, dlatego toczy ze mną tę bezsensowną wojnę. nic nią nie zmieni. nie zwróci synowi zdrowia. już teraz ten dzieciak nie jest w stanie przeczytać połowy strony. nie dziwię się, ale to nie moja wina. robiłem, co mogłem.

nasz syn miesiącami siedział na środku pokoju, otoczony stertą samochodów. wszystkie trąbiły, miały uruchomione światła. nie dało się tego znieść.

każda z tych zabawek na swój sposób była fajna, naprawdę trudno wybrać jedną bez poczucia straty. dlatego dzieciak siedział zdezorientowany. zamiast docenić to, co już miał, wciąż chciał czegoś nowego. i wciąż coś nowego dostawał. raz w miesiącu, potem co tydzień, teraz codziennie dostaje jakiś prezent.

13

nigdy nie kupowałam zabawek z nieznanego źródła, nie zdarzyło się to ani razu, nie kupowałam też zabawek bez atestów, zawsze to sprawdzałam, sama się nimi bawiłam i kilka nawet wyrzuciłam. były niebezpieczne, z różnych względów.

nie zauważyłam, by mój syn nie umiał się nimi bawić. miał wybór, więc z niego korzystał. za kilka lat będzie musiał samodzielnie kupować rzeczy, bawiąc się taką ilością zabawek, nie będzie miał problemów. na półkach sklepowych zobaczy o wiele, o wiele więcej przedmiotów. co wtedy zrobi? rozpłacze się, bo nie będzie umiał powiedzieć, czego chce? NORMAN taki los chce mu zafundować! dzięki mnie nauczył się, że duży wybór nie jest dużym problemem.

14

nie da się ciebie słuchać, naprawdę, ręce opadają od tej pokrętnej logiki. co chcesz udowodnić?  zrobiłaś mu przysługę, naprawdę tak myślisz? za kilka lat będzie wydawał majątek na psychoterapeutów. tak to się skończy.

za pomocą tych zabawek przejęłaś kontrolę nad mieszkaniem, są wszędzie, w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy z ich pomocą zmniejszyłaś dostępną przestrzeń użytkową o 80%! w tym czasie nasz syn z ich powodu doznał 3 poważnych urazów ciała, kilkaset razy się o nie potykał, kilka tysięcy razy na nie wchodził, spędził setki godzin na podejmowaniu decyzji. i nadal ma z tym problem.

czuł się coraz gorzej. musiałem mu pomóc.

15

chyba rozumiem, o co ci chodzi. czepiasz się mnie, ale to jego nie lubisz. nie masz odwagi się do tego przyznać. ty tchórzu! ty cholerny pajacu! przestań już!

 

Ian Kemp (ur. 1985 w Lozannie) – dotychczas publikował opowiadania między innymi w: „Lampie”, „Arteriach”, „Ricie Baum”, „Interze-”, „Elewatorze”, „FA-arcie” i „Obszarach Przepisanych”. W 2018 roku zadebiutował zbiorem Chcemy się tylko podpalić. Homer Moskovitz cytuje 45 prezydenta, Donalda Trumpa to z kolei tytuł jego debiutanckiej powieści.

Ilustrację wykonała:

Dominika Bałdyga (21 lat) – studentka Communication Design w poznańskiej School of Form. W wolnych chwilach uczęszcza na wykłady z bałkanistyki, jak również na różne sposoby poszerza swoją wiedzę o świecie podwodnym. Potrafi stworzyć coś z niczego. Robi biżuterię. Z pasją i radością realizuje wszystkie projekty na uczelni: od aplikacji mobilnych, przez plakaty i publikacje, po karty do gry. Gdy maluje akwarelami, znika dla niej cała otaczająca ją rzeczywistość. Spokojnie usiedzieć może tylko wtedy, gdy czyta książkę. Instagram: @tusi_petki

Facebook
Follow by Email