Eliza Kącka – jeden esej

 

Gustaw Herling-Grudziński – włoski ambasador Brzozowskiego

W czerwcu 1945 roku – na łamach drukowanego w Rzymie polskiego pisemka żołnierskiego – młody krytyk literacki w angielskim mundurze z polskimi naszywkami zapragnął przekazać swoim czytelnikom następującą wiadomość. Otóż zdaniem pewnej emigracyjnej publicystki z Londynu, w Polsce, gdzie ledwie przed kwartałem ucichły walki z armią niemiecką, świeżo zdziesiątkowana po tragicznym powstaniu warszawskim młodzież czyta namiętnie pisma Stanisława Brzozowskiego. Autor dość długiego artykułu, który rozpoczyna ta krzepiąca, acz zapewne nie całkiem prawdziwa wiadomość, nazywał się Gustaw Herling-Grudziński. Pisarz, któremu Herling poświęcił swój tekst, był czynny przez kilka lat pierwszej dekady XX stulecia i umarł 34 lata wcześniej, w kwietniu 1911 roku, na wygnaniu we Florencji. Rzecz w tym jednak, że stał się przewodnikiem intelektualnym, a często i moralnym, pokolenia współczesnego sobie, a także dwóch następnych, należących do tak zwanej inteligencji. W tym także autora artykułu, który zetknął się z jego wpływem już kilka lat przed wojną i starał się rozpatrywać w jego duchu kwestie kulturalne.

Dalej w tekście Herlinga (Sprawa Stanisława Brzozowskiego) pada jednak zdanie, które zasługuje na uwagę: „Pozyskanie (nieprzypadkowe zresztą – autor Legendy Młodej Polski ostatnie lata swego życia spędził przecież we Florencji) prawie całego kompletu dzieł Brzozowskiego przez Oddział Kultury i Prasy Drugiego Korpusu – otwiera możliwości wznowienia nad nim studiów i poza granicami Polski”[1]. Stwierdzenie to staje się oczywiste, gdy zważyć, że armia polska dostęp do polskiej książki miała ogromnie utrudniony. Była przecież złożona z rozbitków kampanii wrześniowej 1939 roku, którzy przez góry i pół Europy przekradali się do Francji, zaś po jej upadku do Anglii oraz z byłych więźniów sowieckich obozów koncentracyjnych, których udało się ewakuować z Rosji przez Irak i Palestynę. Ale w tym punkcie pragnę poprosić o uruchomienie wyobraźni i przedstawienie sobie, jak się to „pozyskanie prawie całego kompletu dzieł Brzozowskiego” mogło odbyć.

Otóż należy ujrzeć oczyma wyobraźni, jak spod Ancony, gdzie stacjonowało wojsko polskie, wyrusza – z pewnością nie całkiem legalnie – w niebezpieczną trasę w poprzek całego Półwyspu Apenińskiego łazik willys z polską ekipą, która ma za zadanie zdobyć książki Brzozowskiego we Florencji. W mrowiących się od rozmaitych partyzantek górach można było przy tym stracić życie jak nic. Ale co dalej? Wdowa po pisarzu wraz z córką jest w Polsce, z kolei podmiejskiej Villi Parenti, w której zmarł, już przed wojną nie potrafiono zidentyfikować. W grę wchodzą więc biblioteki publiczne. Jakich argumentów użyto, lepiej nie wnikać, lecz nieodparcie przypomina się tutaj film Liga dżentelmenów. W każdym razie bezcenna paczka książek, troskliwie ściągnięta sznurkiem, znalazła się w samochodzie, a następnie w drukarni wojsk polskich w Rzymie.

Czemu jednak były to książki bezcenne? Przesądza o tym skład wyobrażonej drużyny ekspropriacyjnej, albowiem elita Oddziału Kultury i Prasy Drugiego Korpusu składała się w dobrej połowie z wielbicieli Brzozowskiego, tak zwanych brzozowszczyków. Należeli do niej: major Józef Czapski, rocznik 1896, kawaler orderu Virtuti Militari za kampanię polsko-sowiecką 1920 roku, szef Wydziału Propagandy i Informacji Drugiego Korpusu, prywatnie wybitny malarz, a zarazem krytyk sztuki. Dalej – podporucznik Jerzy Giedroyc, rocznik 1906, kawaler Legii Honorowej, niegdyś obiecujący młody polityk i redaktor, szef Wydziału Prasy i Wydawnictw Drugiego Korpusu. Dalej – chorąży Zygmunt Hertz, rocznik 1908, były więzień sowiecki. Dalej – Gustaw Herling-Grudziński, rocznik 1919, kawaler Virtuti Militari za bitwę pod Monte Cassino, publicysta. Już po nakreślonych tu wydarzeniach do tego grona dołączył najmłodszy – podporucznik Konstanty Jeleński, rocznik 1922, kawaler Krzyża Walecznych, czołgista i krytyk sztuki oraz Jerzy Stempowski, rocznik 1893, eseista, do szpiku kości cywil. Byli to więc przedstawiciele trzech generacji: kosmopolityczni arystokraci, jak Czapski i Jeleński, potomkowie rodzin ziemiańskich, jak Giedroyc i Stempowski, i spolonizowani Żydzi, jak Hertz i Herling-Grudziński. Trzej z nich –  Giedroyc, Czapski i Herling – przeszli przed wojną przez to, co nazwać można szkołą myśli Brzozowskiego. Sceptykiem w tej grupie był tylko Stempowski[2].

W dwa lub trzy miesiące później Oddział Kultury i Prasy Drugiego Korpusu wydał w Rzymie Filozofię romantyzmu polskiego Brzozowskiego. Była to publikacja programowa, mająca spełnić rolę ideowego drogowskazu. W przedmowie do książki Gustaw Herling-Grudziński pisał: „Żaden inny z pisarzy polskich […] nie dorównał Brzozowskiemu w sztuce zdzierania masek myślowej obłudy z prawdziwego oblicza rzeczywistości. Całą pasją, całą sprężoną w gotowości do skoku odwagą intelektualną reagował na każde kłamstwo, każdy fałsz, każdy rozdźwięk pomiędzy myślą i czynem”[3]. Jak wiadomo, przedmiotem takiej demaskacji (obok słów apologii) był w rozprawie Brzozowskiego sam polski romantyzm – światopogląd w swoim czasie ocalający, lecz po latach wiodący w nierzeczywistość. Publikacja tego studium miała z pewnością uświadomić czytelnikom głębię kryzysu, jaki narodowi i myśli polskiej przyniósł koniec wojny. Po dniach nadziei i walki, którym patronował przemożny polski romantyzm, nastał czas, gdy oto objawiło się oblicze nagiej rzeczywistości. Ojczyzna podległa kolejnemu zniewoleniu, rządowi na uchodźstwie odebrano status dyplomatyczny, a żołnierzy-tułaczy, rozbrojonych i traktowanych na Wyspach Brytyjskich jak niepożądani cudzoziemcy, rozsyłano do co bardziej oddalonych zakątków Commonwealthu: Kanady, Afryki Południowej, Australii…

W tej sytuacji myśl Brzozowskiego okazała się nie tylko myślą trzeźwiącą. Miała też walor koncepcji politycznej. I niewątpliwie założonemu w czerwcu roku 1947 niezależnemu forum idei, miesięcznikowi „Kultura”, i jej przeprowadzce w rok później do Paryża, przyświecała świadomość, że znane nam już grono jej założycieli, odbywając drogę z Italii do Francji, obiera szlak odwrotny niż Legion Mickiewicza w dniach Wiosny Ludów 1848 roku – słowem, że czyn stać się musi na powrót myślą. Był to wybór długiego marszu – a patronował mu nie mesjanizm polski, lecz jego krytyka pod piórem Brzozowskiego. Zapewne, gdyby nie Brzozowski, ludzie ci nigdy by się umysłowo nie spotkali.

Gustaw Herling-Grudziński nie zatrzymał się dłużej w Paryżu. Blisko dziesięć lat spędził wśród emigrantów polskich w Londynie. Do powrotu na kontynent skłonił go sklerotyczny terror opinii zwolenników fasadowego rządu na uchodźstwie, konflikty wśród socjalistów i samobójcza śmierć ukochanej żony. Powrócił jednak nie do Francji, lecz do Włoch, gdzie ożenił się z córką wielkiego filozofa, Lidią Croce, i osiadł w Neapolu. Mimo socjalistycznych przekonań – jako emigrant polski stanowił dla prasy włoskiej i opinii publicznej okaz reakcjonisty. Istotnie, o entuzjazm dla Związku Sowieckiego trudno go było posądzić. Toteż głównym polem jego działalności stała się współpraca z „Kulturą”. Wiele lat prowadził tam wspartą osobistym doświadczeniem więziennym kronikę spraw rosyjskich, wydaną potem jako wspaniały tom esejów Upiory rewolucji (1969). Bez trudu dojrzeć tam można promieniowanie refleksji Brzozowskiego, zawartych na kartach Głosów wśród nocy, Płomieni i Książki o starej kobiecie. Rosja i jej „przeklęte problemy”, Rosja jako kraj przeklęty przez historię i Rosja jako przekleństwo dziejowe Polski zderzają się u Herlinga-Grudzińskiego z nadzwyczaj w latach sześćdziesiątych żywym, bogatym intelektualnie i śmiałym dorobkiem rusycystyki i sowietologii włoskiej.

Ale Herling-Grudziński zdobył się na coś więcej. Od roku 1971 do prawie ostatnich lat życia prowadził na łamach „Kultury” swoisty pamiętnik obserwatora współczesności – Dziennik pisany nocą. Jest to w całej pełni podjęcie zadania, jakie wskazał Brzozowski: by konfrontować się myślą z całym dorobkiem tradycji i współczesności, z tym, co w nich istotne i tragicznie aktualne. „Wprowadzenie w nasz wiek, wiele nocy-cieni trwałych na pozór jak bryły, i brył ukazywanych w fałszywych barwach i zniekształconych nie do poznania. I w którym uczyć się trzeba co dzień na nowo widzenia rzeczy, jakimi są, odróżniania dobra od zła, które udaje swe przeciwieństwo, prawdy od fałszu, który próbuje za nią uchodzić” – charakteryzował ten zamiar w przedmowie do podziemnej edycji krajowej Krzysztof Pomian[4]. Bez trudu rozpoznać tu można program zawarty w zdaniu przedmowy Herlinga-Grudzińskiego do Filozofii romantyzmu polskiego. Ma się rozumieć, w Dzienniku pisanym nocą pod pióro autora powraca co pewien czas sam Brzozowski, zwłaszcza że w roku 1962 „Kultura” wydała poświęconą mu książkę Czesława Miłosza Człowiek wśród skorpionów. Mało który z tekstów literatury światowej tak przenikliwie przedstawia proceder unicestwiania niewygodnego intelektualisty, połączony z uwłaszczeniem się na jego dorobku przez siły społeczne, których najbardziej nienawidził. Brzozowski jako ofiara prowokacji carskiej policji politycznej i jako ofiara rodzimej reakcji stanowi w refleksji Herlinga-Grudzińskiego ów punkt, od którego zaczyna się wiek XX.

Dziennik pisany nocą jest pisaniem, podobnie jak dla Brzozowskiego, kompensacyjnym. Powiadał niegdyś Montaigne: „Je sais bien ce que je fuis, mais non pa ce que je cherche (Wiem dobrze, przed czym uciekam, ale nie wiem, czego szukam)”. Tym, przed czym uciekał Brzozowski, była Realpolitik w stosunkach międzynarodowych i międzyludzkich, cynizm gardzący, jako zbędną, wszelką twórczą pracą myśli. Humanizm, który stara się tej nagiej sile przeciwstawić, jest śmieszny niby kultura stająca w szranki z naturą. Dla Herlinga-Grudzińskiego takim przejawem  natury bez obsłonek jest eksces ludzkiego zwierzęcia, które spuszczają z łańcucha totalitaryzmy, oraz terramoto, jakiego ślepą moc ucieleśnia górujący nad Neapolem Wezuwiusz. Co można im przeciwstawić? Wraz z Giambattistą Vikiem autor Dziennika pisanego nocą wychodzi z poglądu, że historia to historia wolności. W jednym z późnych autokomentarzy pisarz dopowiada tę myśl: „Człowiek nie może żyć bez nadziei. Nadzieja istnieje więc także w historii. Człowiek nie może też żyć bez wiary w coś wyższego od niego. Wszystko jedno, wierzący czy niewierzący, jeśli nie wierzy w Boga, wierzy w twarde jądro sumienia w sobie samym. I jedno, i drugie jest źródłem oporu przeciw złu”[5]. Tym, od czego ucieka Herling-Grudziński, jest więc nihilizm. Natomiast zadanie Dziennika pisanego nocą to dostrzeżenie ludzkiego daru do regeneracji wartości choćby na dnie upodlenia. Tylko one zdolne są zwalczyć cynizm i terror przekształcone w system. Jak Brzozowski, autor tych kronik utożsamia ów dar wyzwoleńczy z prawem.

To właśnie prawo moralne stanowi zadanie intelektualisty. W oczach Herlinga-Grudzińskiego najważniejszą z debat moralnych XX wieku, spór o procesy moskiewskie, rozstrzygnął Sołżenicyn. Była to debata na temat granic indoktrynacji i roli, jaką odgrywa w niej pierwiastek intelektualny. A nawet szerzej: myśl. To właśnie ona, odsłaniając nieubłagany tok dziejów i kreśląc logiczne konieczności, prowadzić miała do wyrzeczenia się własnej osobowości. Tryumf zwolenników intelektualizacji działań Andrieja Wyszyńskiego wieść miał w ostatecznych konsekwencjach do wniosku,  że człowiek nie posiada duszy – nieśmiertelnej ani innej – a zatem można z nim, z jego przyzwoleniem, uczynić, co się zechce. W ten sposób racjonalizm aprobował wizję człowieka nieskończenie plastycznego, a więc bezbronnego, intelektualiści zaś, czyli zwolennicy prymatu argumentu nad pałką, stawali po stronie pałki. To przeciw nadużyciu myśli chce rzucić w Płomieniach bombę na cara Żelabow. Herling-Grudziński widzi zbawienie myśli humanistycznej w kimś po trosze takim jak on sam: w kimś, kto postanowił żyć w prawdzie, w kondycji moralnej świadka.

Dziennik pisany nocą pełen jest Italii, która dla pisarza stanowi poligon decydujących konfliktów, lecz także i zachwyceń, objawień duchowych współczesności. Znaleźć tam można wszelkie odmiany krajobrazów włoskich, rozmaitości obyczajów i smaków, stylu życia i odczuwania, których zniweczyć nie może najbardziej nawet nieudolna administracja. Inaczej mówiąc, Herling-Grudziński uzupełnia swym pisaniem niespełniony z racji śmiertelnej choroby potencjał Brzozowskiego-powieściopisarza, po którym pozostało tylko kilka barwnych kartek Płomieni, gdy ich akcja przenosi się do Genui.      

Obcy ślepej naiwności lewicy i zapiekłej nienawiści prawicy, w swoich Włoszech uwięzłych, jak pisał, pomiędzy mafią a KGB, w swoim Neapolu tkwiącym między Cudem świętego Januarego a Wulkanem – Herling-Grudziński umiał odnajdywać drogę środkową może dlatego, że idee nie były dlań nigdy grą, i że zawsze wyzierała spoza nich twarz cierpiącego człowieka. A zatem to właśnie, co w Polsce wymarło wraz z ostatnią generacją czytelników Brzozowskiego. Warto rozważyć tę myśl w epoce, gdy egzorcyzmowane zarówno przez Brzozowskiego, jak i Herlinga-Grudzińskiego upiory rewolucji powracają we Włoszech i w Polsce jako rewolucja upiorów.      

[1] G. Herling-Grudziński, Sprawa Stanisława Brzozowskiego, „Na szlaku Kresowej” 1945, nr 6. Za: G. Herling-Grudziński, Nota o Brzozowskim, w: Dzieła zebrane, t. 1. Recenzje, szkice, rozprawy literackie 1935–1946, Kraków 2009, s. 292. „Na szlaku Kresowej” to miesięcznik wydawany w latach 1944–1946 dla żołnierzy 5. Kresowej Dywizji Piechoty.

[2] „Mnie odstręczała od Brzozowskiego niekonsystencja jego myśli, w której – jak w bouillabaisse – pływa czternaście gatunków ryb i wszystkie niedogotowane. Tu kawałek Marksa, tu kawałek Macha, tu kawałek Newmana” – pisał Stempowski do Giedroycia w liście z 21 lipca 1962 (według: Jerzy Giedroyc – Jerzy Stempowski. Listy 1946–1969, t. II, Warszawa 1998, s. 201).

[3] G. Herling-Grudziński, Nota o Brzozowskim, dz.cyt., s. 375.

[4] K. Pomian, Manicheizm na użytek naszych czasów, w: G. Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą 1971–1972, Warszawa 1983, s. I.

[5]Po stronie nadziei. Rozmowa z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, „Nowe Książki” 1993, nr 6, s. 4.

 

Eliza Kącka (ur. 1982) – adiunkt na Wydziale Polonistyki UW, współredaktorka antologii poezji najnowszej Poeci i poetki przekraczają granice (2011), autorka książek Stanisław Brzozowski wobec Cypriana Norwida (2012), Lektura jako spotkanie. Brzozowski – tekst – metoda (2017) oraz Elizje (2017).

 

Ilustrację wykonała: Agnieszka Muszyńska (redakcja)

Facebook
Follow by Email