Dominika Lewicka-Klucznik – pięć wierszy 

Autorka ilustracji:
Maria Horowska

 

Osoblizny

                                                                 Izabeli

Sen zawsze na lewym boku. W gazecie przeczytała,
że w ten sposób chroni serce. Dbała o siebie i powinno
być łatwiej. Po operacji musiała zmienić pozycję.

Blizna po piersi puchnie i ciało traci równowagę.
Czuła, jak zapada się w sobie i nosi ją jedynie szara
sukienka. Jeszcze nie dobrała protezy. Czeka, bo może

z resztą włosów pozbędzie się również drugiej piersi.
Wtedy będzie równo. Dla kobiet jest inna sala. Podobno
intymniej. Gdy siedzą podłączone do kroplówek

w różnych kolorach, to wyglądają jak małe skurczone klony
o połyskujących czaszkach. Beznadzieja miesza się tu z walką
o każdy dzień. Nowe diagnozy i szarlatańskie terapie bywają

jedynym światłem w tunelu. Ale głos rozsądku mówi

nie idź tą drogą.

 

Ryzyko otwarć

Nie umiem z tobą rozmawiać, gdy odcinamy kolejne
dni w kalendarzu i powinniśmy być wdzięczni za każdy
tydzień czy miesiąc. Bo za rok nie planujemy już nic.

Ugrzęźliśmy pomiędzy niebieskimi kartonikami z różowymi
tabletkami. A może jest odwrotnie. Nie mieszczą się w aptecznych
segregatorach na rano, po, przed, zamiast. Tak jak nie wiemy,

co sobie powiedzieć, bo przecież każde zdanie może być ostatnie,
gryzę się w słowa, żebyś nie zapamiętała, że akurat ten jeden
raz na do widzenia wymsknie mi się nieidealnie. Albo jeszcze zrobię

przykrość pomiędzy zieloną i czerwoną pastylką.
Albo zaboli cię wiara w to, że będzie dobrze. Przecież wiemy,
że jest do dupy i będzie jeszcze gorzej. Udajemy, że jest śmiesznie,

dajemy radę, są przypadki, niektórzy z tego wyszli, więc dlaczego
akurat ty masz nie sprostać. Jakby wbrew statystyce. Przejechałaś
całą Polskę, żeby ktokolwiek ci obiecał jeszcze jeden.

Rok, który zaczynał się twoim wierszem.

 

Marianek 

Rodziła 16 godzin. Błagała o śmierć,
cesarkę i trzeźwego anestezjologa.
Nic z tej krótkiej listy życzeń się nie spełniło.
Dziecko, które urodziło się po północy,
nie próbowało oddychać, więc lekarz skazał je
na wypisany na kolanie akt zgonu. Na złość matce
i urzędnikom zdarzył się cud zaistnienia.

Nie było radości z Ustawy za Życiem.
Bo czy taka pokraka to jeszcze życie?

Mariolka chciała zostawić je w szpitalu,
ale tam nie było miejsca. Siostry zamurowały
okno życia jako niezgodne z sumieniem,
a Caritas kazał oddać cztery tysiące, które poszły
na spłatę długu za chleb, wino i węgiel na zimę.

Marianek ku nieszczęściu wszystkich egzystował
wśród smrodu pieluch tetrowych, dodatków,
zasiłków i świadczeń. Mariolce nie było źle,
dziwiła się, że w telewizji zbierają na chore dzieci,
a jej walczyło bez specjalnych starań.

Nie pytało, nie starało się, było.
Kiedyś urodzi mu siostrę, to się sobą zaopiekują.

Wiersz pochodzi z książki M+M(Wydawnictwo MaMiKo, 2019).

 

Alfabet mops 

Dla matek chorych dzieci najważniejsze
cyfry to 7 i 8[1]. Mariolka miała je na TAK,
więc dopóki Marianek był dzieckiem, wystarczyło
na wszystko. Nawet nie myślała o pracy, a i tak była
najbogatsza we wsi. Nie licząc sołtysa i doktorowej.

W urzędach i służbie zdrowia nadawano Mariankowi
nowe numery tak, by wszystko zgadzało się w statystyce
i drukach. Mariolka o nic nie prosiła, nigdzie nie wyjeżdżała,
nie rozmawiała z nikim. Nie znała przecież innego
macierzyństwa niż to uwikłane w rurki i pieluchy.

Mariolkę coraz częściej bolały plecy i nie miała siły
chodzić z Mariankiem na spacery, ale we wsi mówili,
że to dobry interes. Nikt nigdy nie pytał o ojca,
ale to dobrze – nie trzeba było się niczym dzielić.

Wiersz pochodzi z książki M+M(Wydawnictwo MaMiKo, 2019).

 

UE 

We wsi miało się zmienić wszystko, od kiedy Polska
weszła do Unii. Co prawda większość ze strachu
głosowała przeciw, a potem było już im wszystko jedno.

Po latach urzędnicy potrafili pozyskać pieniądze
na różne nieważne rzeczy. W tym momencie
przydawał się Marianek. W całej społeczności wykluczonych
społecznie on zapełniał rubryki –w tym: niepełnosprawni.

Na początku Mariolce podobało się, że specjalny samochód
zaczął zabierać Marianka na zajęcia, ale z czasem ilość
dodatkowych aktywności przestała się mieścić w czasie,
kiedy syn nie śpi. Wtedy okazało się, że najważniejszy
jest podpis na liście i dobrze wypełniona ankieta.

Tak działał program integracji Marianka z innymi wykluczonymi.
Ci byli dalej bezrobotni, niezaradni, uzależnieni. Z Unii widać
tylko nowe kolorowe śmietniki napełniające się szkłem.

Wiersz pochodzi z książki M+M(Wydawnictwo MaMiKo, 2019)

 

[1]W orzeczeniu o niepełnosprawności znajduje się szereg różnych informacji na temat funkcjonowania dziecka oraz konieczności udzielenia wsparcia w konkretnych aspektach. Punkt 7 brzmi: „konieczność stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji”, punkt 8: „konieczność stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie jego leczenia, rehabilitacji i edukacji”. Jeśli oba zostają przez zespół orzekający określone jako „wymaga” lub „dotyczy” rodzice i opiekunowie dzieci z niepełnosprawnością, których dzieci wymagają całodobowej opieki z tytułu niepełnosprawności, mogą zdecydować się na świadczenie pielęgnacyjne pod warunkiem rezygnacji z pracy zawodowej. Dzięki temu mogą poświęcić czas i uwagę wymagającemu dziecku i otrzymują środki w wysokości najniższego wynagrodzenia.

 

Dominika Lewicka-Klucznik (rocznik 1978) – animatorka, filolożka. Od początku istnienia Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego angażuje się w jego działania pisarsko oraz organizacyjnie. Od marca 2014 roku jest prezeską Stowarzyszenia Alternatywni, które zajmuje się organizacją wydarzeń kulturalnych w Elblągu, a przede wszystkim Festiwalu Literatury „Wielorzecze”. Redaktorka, autorka wstępów, recenzji oraz materiałów promocyjnych. Publikuje w antologiach, pismach literackich i kulturalnych. Laureatka ogólnopolskich konkursów literackich i turniejów jednego wiersza.

Ilustrację wykonała:

Maria Horowska (ur. 1997) – studentka designu, zakochana w swoim mieście poznanianka. Wielbicielka zakamarków, winkli i fyrtli, szczególnie tych, w których pachnie świeżym pieczywem i niezwykłą kawą. Z pozoru spokojna i poukładana, jednakże w środku islandzki wulkan – uczuć, emocji, opinii i spostrzeżeń. W głowie zawsze zwój niekończących się pomysłów.

Facebook
Follow by Email