Aleksandra Sekuła i Agnieszka Stawiarska – jeden dramat

Autorka ilustracji:
Agnieszka Muszyńska

 

MESJANIZM, CZYLI JAK SKOCZYĆ NA SAM SZCZYT I ZGUBIĆ SIEBIE

Scena 1. JECHAĆ – CZY NIE JECHAĆ?

Rzym, grudzień 1830 roku

ADAM, STEFAN.

Wielki pusty salon. W kominku słaby ogień. ADAM z narzuconym na ramiona futrem leży na sofie i przegląda gazetę. STEFAN chodzi po pokoju i rozciera dłonie. Przy drzwiach przygotowany kufer podróżny.

ADAM (odkłada gazetę)

Generał Krasiński nie pozwolił synkowi jechać do powstania. Zygmunt żalił mi się wczoraj, że nie ma paszportu, bo mu kamerdyner schował na rozkaz papy. (śmieje się) Paniczyk.

STEFAN

A ty? Nie jedziesz ze mną?

ADAM znowu bierze gazetę i przegląda.

ADAM

Siły militarne niewspółmierne. Oni nas zmiażdżą.

STEFAN milczy.

ADAM

Skutki zrywu będą opłakane. Ja nie wierzę w sejmową gadaninę, w salony warszawskie.

STEFAN (twardo)

A ja uważam to za swój obowiązek.(dostaje ataku kaszlu)

ADAM (zamyślony)

Mam tu wiele spraw. Może za miesiąc. 

STEFAN

Muszę jechać. Pożyczysz mi?

ADAM

Jasne.

Wypisuje czek. Wręcza STEFANOWI. Podają sobie ręce. STEFAN bierze kufer, na progu zatrzymuje się.

STEFAN

Adam, ty umiałeś promiennymi słowy do serc braci twoich strzelać… oni tam pytają: czemu Mickiewicza nie ma z nami? (wychodzi)

ADAM (do siebie)

Romantyzm…  Zresztą, nawet jak się uda… to też nic dobrego z tego nie wyniknie. 

 

Scena 2. TELIMENA

Rok później – jesień 1831. W Wielkopolsce, przy granicy Królestwa Polskiego

ADAM, KONSTANCJA.

ADAM chodzi po ogrodzie, czytając list. W kącie na ławce siedzi KONSTANCJA.

ADAM

Nie śpieszą się do pomocy! Żabojady podłe, tchórzliwe! Powstanie na mej Litwie już padło…ruina, represje, egzekucje. Warszawa oblężona – padnie lada dzień.

KONSTANCJA

Adasiu. Wiem, ty chcesz mnie porzucić. A ja wszystko dla ciebie gotowa jestem poświęcić… Odejdę od męża, pojadę za tobą wszędzie!

ADAM odwraca się i patrzy na KONSTANCJĘ. Kobieta podbiega do niego, wyciąga rękę.

KONSTANCJA

Niech słowo „kocham” jeszcze raz z ust twych usłyszę, niech je w sercu wyryję i w myśli zapiszę.

ADAM głęboko wzdycha i patrzy w ziemię.

ADAM

A ja chciałbym teraz – mnichem zostać. Pokutę odprawić. (milczy chwilę) Prościej byłoby… utopić się.

KONSTANCJA osuwa się na ziemię, przywiera do jego nóg. ADAM odwraca od niej głowę.

ADAM

Ale nie, nie zabiję się. No nie mogę gospodarzom domu kłopotu robić. Gościcie mnie tu, fetujecie poetę narodowego. A ja…

KONSTANCJA

Tylko dla mej pociechy, niech wiem przed rozstaniem, że twoja skłonność była prawdziwym kochaniem…

ADAM

Psiakrew. Słaby jestem, grzeszny.

 

Scena 3. JA, GŁUPIEC NIESZCZĘŚLIWY

Drezno, zima 1832

POWSTAŃCY (1, 2, 3), ADAM, SŁUCHACZ Z BOKU, JULKA

Zebranie przy stole w karczmie. ADAM zasłuchany, entuzjastycznie przeżywa, ciskając się. Patrzy intensywnie na mówiących, jakby dostrzegał coś poza nimi. JULKA w stroju współczesnym (wiek XXI) stoi niewidziana przez nikogo.

POWSTANIEC 1

Bitwa.

POWSTANIEC 2

Pod Ostrołęką walczyliśmy z Moskalami na moście. Wielu runęło w toń rzeki.

POWSTANIEC 3

Śmierć, na wskroś. Przez cały pułk.

POWSTANIEC 1

Warszawa.

POWSTANIEC 2

Wola.

POWSTANIEC 3

Reduta.

POWSTANIEC 1

Amunicji brakło, sił.

POWSTANIEC 3

Klęska.

POWSTANIEC 1

Krew.

POWSTANIEC 2

Krew.

POWSTANIEC 3

Krew.

ADAM wykonuje takie ruchy, jakby rwał włosy z głowy.

ADAM

Ach! Byliście jak Spartanie pod Termopilami!

POWSTANIEC 1 zamyślony, spuszcza głowę, siada.

ADAM

Czemuś zamilkł? Z ran twych sądzić mogę – żeś bohater. (krzyczy histerycznie) A tu jesteś jak baba, znieść nie możesz mego (grzmoci się pięścią w pierś) zapału i uwielbienia dla tych walk, których ja, głupiec nieszczęśliwy, nie dzieliłem! Gdybym ja, gdybym ja! …był tak szczęśliwy jak wy i z Moskalami się bił, to bym epopeję napisał! Nigdy sobie tego nie daruję!

POWSTAŃCY (poza POWSTAŃCEM 1, który nadal siedzi) pocieszają ADAMA, ściskają.

POWSTAŃCY

Adamie, pisz dla Polaków teraz! Twoje miejsce wśród nas na czele! Tyś wielki!

ADAM odpycha ich dumnie od siebie.

ADAM

To ja wam powinienem upaść do nóg, bo wyście za ojczyznę, za Polskę walczyli. Nazywacie mnie wielkim, a ja maluczkim tylko. Dziś mi nie czarować was słowem, jak dotąd, a słuchać jeno.

POWSTANIEC 1 (wciąż siedząc)

Szczęśliwie, że u nas w domostwie i wsi zniszczenia nie zrobiono… Ostaliśmy cali.

ADAM

Co znaczyć ma „szczęśliwie”?!

(podnosi rękę ku górze)

Ja bym dom spalił, aby Moskale nie skalali go swą bytnością, a nie starał się, aby oszczędzono wieś!

SŁUCHACZ Z BOKU (z półuśmieszkiem, ironicznie)

Wizja romantyczna niewątpliwie… Ech, niech poeci piszą, ale niech nami nie rządzą.

ADAM

Powstańcy powinni byli zagrzebać się pod gruzami Warszawy, a nie na emigrację uchodzić!

SŁUCHACZ Z BOKU (z ironią)

Ba! Wszyscy powinni byli zginąć, aby tylko jeden pan Adam pozostał i wszystko wierszami opisał…

Wszyscy patrzą na ADAMA. Długa cisza. ADAM kilkakrotnie wstaje, bierze za kapelusz, znów siada; wreszcie bez słowa wychodzi z opuszczoną głową.

Zaciemnienie.

 

Scena 4.  KONRADA WAM DAM

ADAM, JULKA (niewidoczna dla ADAMA), ZYGMUNT (niewidoczny dla ADAMA i JULKI).

Skromny pokoik hotelowy. ADAM wchodzi, siada na sofie ciężko, wymięty i oklapły.

ADAM

Samotność… cóż po ludziach…

Podnosi z ziemi walające się pióro. Łamie je. Zakrywa twarz rękami.

ADAM (chaotycznie)

Brzękła chwila, a we mnie nie znalazła wtedy echa… Co miałem robić, gdzie być, w którym miejscu jąć się czego – nie wiedziałem… Tysięczne drobne sprawy… A teraz?

Skrzypnięcie drzwi. Z cienia wychodzą: JULKA, z drugiej strony – ZYGMUNT. JULKA siada przy ADAMIE.

JULKA (do ADAMA)

Trudno wytłumaczyć uchodźcom z powstania, czemu ci zabrakło romantycznego ducha i wiary.

ADAM

Ja się im wcale nie przyznałem, że nie wierzyłem. (chowa twarz w dłoniach, po chwili podnosi głowę i wbija wzrok w dal) I nadal zachowam tajemniczość. Będę mówił tylko półsłówkami. Że coś mi przeszkodziło…

JULKA

Adam, co ci przeszkodziło? Po nocy listopadowej czekałeś pięć miesięcy, a potem jechałeś przez Włochy i Francję tak wolno, jakbyś wcale nie chciał dojechać, ani do Królestwa, ani na Litwę.

ZYGMUNT (z uśmieszkiem)

A o mnie mówił, żem paniczyk.

ADAM

Czemu mówię do własnych myśli? W końcu ruszyłem przecież. Taki był nacisk oczekiwań: jedź, bo tam naród twój walczy.(milczy chwilę) Bóg! Bóg nie pozwolił, abym był z wami…

JULKA

Konstancja.

ADAM

Muszę zapomnieć cały ten rok, gdy żyłem jak zwierzę. Moje pióro oddam sprawie – już na zawsze.

JULKA

Skutki powstania były wyłącznie złe. Tak jak przewidziałeś. Napisz lepiej poemat Cierpienia opieszałego podróżnika!

ADAM patrzy w jej kierunku, ale nie na nią. Bierze ze stolika nowe pióro, macza je w kałamarzu.

ADAM

Z dna upadku – skoczyć na szczyt! Kogo obchodzą prywatne rozterki i śmieszne moje przygody? Zabiję opieszałego podróżnika, dam wam – Konrada!

ZYGMUNT

Rzeczywistość się pomału w świat przemienia ideału, w sen ze srebra i kryształu. Daj mu teraz marzyć, daj.

JULKA zrezygnowana schodzi na bok sceny. Zaciemnienie.

 

Scena 5. KSIĘGI I DZIAD

Współcześnie. Na górze transparent z częściowo zamazanym napisem: „Spotkanie z ciekawym człowiekiem. Z okazji …ej rocznicy powstania …ego”.

DZIAD, POCZET SZTANDAROWY złożony z dzieci, LIZUS PRYMUS z opaską „Polski Walczącej”, WIDZOWIE, potem DYREKTOR, SEKRETARKA.

W fotelu uszaku siedzi z otwartą księgą DZIAD w nieco nieporządnym ubiorze. Na stoliku przy fotelu talerzyk z ciasteczkami i szklanka wody. 

Pod ścianą POCZET SZTANDAROWY i LIZUS-PRYMUS na baczność.

DZIAD wpatrzony w księgę.

DZIAD

My Polacy, jesteśmy jako Łazarz, żebracy, ludzie poczciwi, nieuczeni, bez broni. A najgorszy z nas jest lepszy niż dobry cudzoziemiec. Bo każdy z nas ma ducha poświęcenia się. Po cóż nam modne i wykwintne ubiory, wygodne karczmy, szerokie drogi i smaczna kuchnia… (sięga po ciasteczko) Polak powinien żyć i umrzeć w powstańczej czamarze.

Ale niestety, są wśród nas ludzie zaraźliwi. Z takimi lepiej nie rozmawiać. Strzeżcie się narzekania i powątpiewania! (ostro, gniewnie) Nie wyszukujcie ustawicznie w przeszłości polskiej błędów i grzechów. (podnosi groźnie palec do góry) A już pod żadnym pozorem niechaj żaden cudzoziemiec nie słyszy takich słów! Jeśli je posłyszycie, zatkajcie uszy, uciekajcie i donieście starszym, a oni człowieka zaraźliwego złożą z urzędu i zdejmą z niego czamarę.

Do sali wchodzi DYREKTOR, za nim SEKRETARKA na paluszkach, z papierami w ręku.

DZIAD (stanowczo)

Cała Europa musi nauczyć się od nas, kogo nazywać mądrym. Bo teraz urzędy w Europie hańbą są…

Odzywa się wesoły dźwięk komórki DYREKTORA.

DZIAD (z mocą)

Hańbą!

DYREKTOR (półgłosem do telefonu)

Dzień dobry, kochany panie burmistrzu!

DZIAD (ponuro)

A nauka Europy głupstwem jest.

DYREKTOR (półgłosem do telefonu)

Tak. Naturalnie… oczywiście…

DZIAD

Pacierz więcej wam dopomógł, aniżeli (ironicznie) nauka Voltaire’a i Hegla…

DYREKTOR (półgłosem do telefonu)

Ależ skąd!…

DZIAD

…które są jako trucizna!

(sięga po szklankę z wodą, patrzy na nią podejrzliwie i ostrożnie odstawia)

DYREKTOR (półgłosem do telefonu)

Tak jak drogiemu panu burmistrzowi pasuje…

DZIAD (podnosząc głos, by przekrzyczeć DYREKTORA)

Mędrkowie europejscy zawsze rozprawiają i wszystkim zarówno służą!

DYREKTOR (półgłosem do telefonu)

Ależ… jak tylko pan burmistrz zechce…

(zawraca ku drzwiom, aby wyjść)

DZIAD

I od wszystkich zarówno płatni są!

DYREKTOR (półgłosem do telefonu, z przymilnym naciskiem)

Tylko proszę pamiętać o tamtych funduszach…

DZIAD

Pamiętajmy, że jesteśmy jako trzoda wśród wilków i jako obóz w kraju nieprzyjacielskim, a będzie między nami… (słodko) zgoda. Amen, amen, amen!

(zamyka księgę, publiczność klaszcze)

DYREKTOR (półgłosem do telefonu)

Moje uszanowanie!

(kończy rozmowę, chowa komórkę, zawraca od drzwi i również klaszcze)

SEKRETARKA podchodzi do DZIADA i wręcza papiery.

SEKRETARKA

Panie Profesorze, jest w kopercie…

DZIAD (zagląda, liczy)

Jak to 900?… Miało być 1200!

(sekretarka coś szepcze, DZIAD chłodno)

Jak to brutto?

Odzywa się werbel. DYREKTOR wychodzi na środek i głośno:

DYREKTOR 

Podziękujmy naszemu czcigodnemu gościowi, że z okazji pamiętnej rocznicy zechciał nas ubogacić narodem i pielgrzymstwem polskim…

Oklaski. Potem wszyscy wychodzą, na końcu pochodu DZIAD, przeglądając kieszenie, robiąc inspekcję portfela i poupychanych wszędzie kopert. Zaciemnienie.

 

Scena 6. IDEAŁ SZLIFUJE BRUK

ZESPÓŁ PANIEŃSKI, SOLISTKA, PRZECHODNIE (częściowo uczestnicy zakończonej właśnie prelekcji DZIADA)

Ulica. ZESPÓŁ PANIEŃSKI Z SOLISTKĄ gra i śpiewa do melodii disco polo.

SOLISTKA (z uczuciem, intymnie)

Nie urodziłeś się po to, aby żyć,

Lecz aby dać świadectwo.

Jesteś wybrany, więc musisz iść,

Tam, gdzie ból, krzyż, kalectwo.

ZESPÓŁ PANIEŃSKI (chórkiem, z mocą)

Pan, pan, pan Cogito! Pan, pan, pan, pan Cogito, pan Cogito.

Pan, pan, pan Cogito! Pan, pan, pan, pan Cogito, pan Cogito.

Do refrenu włączają się przechodnie.

SOLISTKA (wzniośle)

Idź dokąd poszli tamci (chórek: Wybrany!)

Aż do ciemnego kresu (chórek: Otchłani!)

Po złote runo nicości (chórek: Zdradzony!)

Twoją ostatnią nagrodę (chórek: Iiiiiii!)

WSZYSCY

Pan, pan, pan Cogito! Pan, pan, pan, pan Cogito, pan Cogito! Pan, pan, pan…

 

Aleksandra Sekuła (ur. 1972) – absolwentka filologii polskiej na UW oraz Szkoły Nauk Społecznych przy IFiS PAN, dr nauk humanistycznych, autorka książki Sylwetka ideowa Zygmunta Krasińskiego (2015), współtwórczyni i redaktorka biblioteki internetowej.

Agnieszka Stawiarska (ur. 1966) – absolwentka filologii polskiej na UW, autorka książki Gombrowicz w przedwojennej Polsce (2001) oraz publicystyki poświęconej okresowi dwudziestolecia międzywojennego, zebrała i opracowała Przygody młodego umysłu Czesława Miłosza (2003).

Ilustrację wykonała:

Agnieszka Muszyńska (redakcja)

Facebook
Follow by Email