Bez kategorii

Wakacje od istnienia Moniki Rak, Joanny Kessler i Piotra Gajdy

Publikujemy teksty dwóch autorek i jednego autora, które znalazły się w projekcie „Wakacje od istnienia? Czternastodniówka literacka”. Inne utwory autorów możecie także znaleźć w poszczególnych numerach naszego pisma.

Monika Rak

Terrorystka. Ulrike, ta sztuka jest dla Ciebie!

(fragmenty sztuki)

Terrorystka (fr. 1)

Joli Brzeskiej

Ulrike, wyrzucają mnie z mieszkania
z zatęchłej kamienicy w której od
trzech pokoleń, rozumiesz?
Gdzie jesteś ze swoim karabinem maszynowym
rabujesz banki
rytmizujesz manifesty?

odizolowali cię
świnie!

Jestem tu z wesołym
komornikiem o posturze niedźwiedzia
i rozedrganą przedstawicielką
czyściciela Panią Szurum Burum

i
dlaczego za oknem rachityczne
płatki śniegu

i
dlaczego w lesie zwłoki
polane naftą

i
dlaczego nikt nie jest
winien

Terrorystka (fr. 2)

Kobiety
które wiele znaczą
które nas kształtują
które podnoszą głowę
krzyczą, tupią i mają rację

Kobiety
które nas połykają
trawią i wypluwają
i te które trawimy
i wypluwamy nie połykając

a które odradzają się
w legendzie
w odbitym szablonie
w pinie wbitym w klapę
zapisanym niezgrabnie słowie

Kurwa, jak ja za Wami tęsknię!

Terrorystka (fr. 3)

od – do
w ograniczeniu
na które się zgadzam
tylko na chwilę
żeby rozszyfrować
kwadrat przestrzeni
żeby pojąć jak inna/inny
widzi swoją macierz
w kłębowisku liczb i symboli
których nie rozumiem
gdzie nie dochodzi
światło
pieśń nie trafia w nutę
a nadzieja jest wyrokiem
na mnie

mamroczę mantrę
nad zbiorowym grobem

w którym
super moc na inwalidzkim wózku
kosmos
i prezydent miasta Gdańska

 

Joanna Kessler

bunkier

zemsta nie ma jasnych oczu ma szeroko otwarte drzwi
do komór w biało-czerwonych bunkrach
z bezbarwnym cyklonem A B
C jak cyjanowodór i M
jak Majdan Majdanek marsz
śmierci nie przekupisz flagą kolorem
skóry nie wybielisz nie zamalujesz się
farbą znaczysz krew w laboratoriach
badasz siebie rodzinę dom
dziecka nie dostaniesz bez spełnienia
warunkiem są plusy minusy dowody
osobiste wycieczki nie mają prostych dróg
do wolności prowadzą zakręty kraty kajdany
przykute do mięśni kości głowy
pełne absurdu modły nie przywrócą godności praw wiary
człowieczeństwo to banał zbiór cech warunków
definicji na które jesteś skazany zakazany oceniany
z góry na dół spadasz jeśli nie masz wystarczającej many
money money money śpiewasz
o wolności na którą cię nie stać
stary łam zasady fair play grałeś
i liżesz rany cięte kłute szarpane
wolę myśleć zanim zrzucą bomby granaty myśl
za nim pod jego okiem powitamy
podręczne słowniki haseł ci już zasłyszanych
czarny kolorowy żółty niegodna niepłodna inna winna ciosów
nie odeprzesz łzami słowami napisami
musisz wyryć litery
w ustawie w myślach w prawie
a nie na nagrobkach monumentach pomnikach
wymalujmy je czarno na białym w nas samych

virus

znowu fragmentują mi centralne sektory gospodarki wewnętrznej
infekują pamięć absolutną dzieląc hermeneutycznie na ziemie dziewicze i płynne
procesy myślenia zdusili w samym zalążku wyścigu (z czasem) na dno
systemu nie da się przywrócić do porządku dziennych limitów transakcji
finalizowanych przez kapitał albo jego brak zaciskany za pasem

znów odchudzają nas żelazne rezerwy najemników z zębami na wodzy
z rękoma do pracy na skinienie widzialnej ręki ona cię nakarmi
nadwyżką z półek na które nie zalogujesz się bez wpisania wartości
dodatkowej produkcji nie zobaczysz na tym rynku
zbyt wielu tu bankrutów ideologicznych

hipermnezja = fixed
globalizacja = installed

defragmentuj mi dysproporcje zbiorów dopełnianych porą
defragmentuj mi rozdźwięk zasad natężanych optyką
defragmentuj mi punkty krytyczne szokując binarniej
niż globalne indeksy zrównoważonych warunków

wymień opcje postaw się na nowo
zapisz się No Logo
zdekoduj synoptikonowe fikcje

(Z tomu Woman microphone, 2019)

 

think out

po tej nocy
zaokrągliłam się i nie będę już
jaką sobie wymyślił

tę historię można dzielić na czynniki

po pierwsze mijam się z celem jego widzenia
widzicie poległam
w dzierżawionych zaimkach wpisanych na jego

indeks życzeń nie spełniam warunków
technicznie jestem sprawna tylko do granic

możliwość druga wyjść z lustra
odbija mi się gdy widzę w nim defekt

domino
rozkłada się powoli składa szybko
waga odwrotnie

zaokrągla mi się w jego oczach

 

Piotr Gajda

Czekając na barbarzyńców

Katastrofa dogoniła nas w połowie drogi,
chociaż jej zapowiedź wyprzedziła ją już na starcie.
I tak oto zwiastun okazał się czadem

cichym zabójcą duszącym jak dym z papierosa
w szczelnie zamkniętym wiwarium. Wszak
mówili o tym uperfumowani mędrcy; życie

to rodzaj klatki, w której nieustannie
dobijają się o widzenie skóra, mięśnie, kości
i serce. Pracując w różnorodnym tempie,

na matowy połysk znoszonej krwi, w wieku
pary i hipsterii, zużyły się w czasie daremnych
okrzyków żalu i strachu równych przerażeniu

hodowlanych zwierząt na zgliszczach
imperium. A jednak nawet podczas snu prometejska
wątroba wchłaniała najcięższe pierwiastki,

dławiąc się organiczną pestką imponderabiliów.
I wciąż dochodziły do nas wieści,
że huty szkła produkują szkło.

 

Horrendum

Nie zdążyłem zamknąć ust i zalała mnie spieniona fala
nienawiści, choć spoczywał na mnie obowiązek, bym zachłysnął się

czyimś bluzgiem. Pana to oburza? Flegma, żółć, ropa
– wszystkie znaczenia cuchną wewnętrznym rozkładem,

stąd nie dziwię się, jeśli komuś mylą się kursy i zamiast nieść
koc ku piaszczystemu brzegowi rzeki, dźwiga na plecach wór,

który wyniósł z rzeźni. Lecz zaprzeczam, że po to zbiera się mu
woda w płucach, żeby miał czym pluć. I nie twierdzę, że gromadząc

treść w żołądku, staje się mędrcem. Inne jest jego chorobliwe przeznaczenie,
które jako człowiek o niskich pobudkach nazwę horrendalnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Follow by Email